Rozdział 15.

przez , 24.kwi.2015, w Bez kategorii

Jest więc i zakończenie. Troszkę inne, bo pisane wyjątkowo w pierwszej osobie, a przynajmniej w większości. Mam nadzieję że Wam się spodoba.  Chciałabym też podziękować Wam wszystkim i każdemu z osobna za śledzenie losów Marcosa, Lizz i Olivera. Za każdy komentarz i każde odwiedziny.  Wiem że nie pisze idealnie i że mam jeszcze wiele do poprawienia w swoim stylu i formie, stąd też mam nadzieję, że kolejne opowiadanie będzie jeszcze lepsze i nie zawiedzie oczekiwań tych, którzy będą chcieli je czytać. :) Dziękuję Wam kochane raz jeszcze, nie macie pojęcia ile radości daje mi fakt że jesteście, czytacie i komentujecie. :********

Drogi Pamiętniku!
To mój ostatni wpis.  A przynajmniej tak sobie postanowiłam. Minął już rok. 12 długich miesięcy…sądzę że dam już sobie radę sama.  Mój psycholog mówi że jestem już w niemal wzorowej kondycji.  Psycholog.  Boże jakie to zabawne… Chodzić na wizyty do człowieka któremi i tak nie można powiedziec wszystkiego. Ale trzeba przyznać że Oliver miał rację. Te spotkania wiele mi dały, bo przeciez to ten siwiejacy mężczyzna poradził mi pisać pamiętnik, choć z początku traktowałam to jak bzdure. On słuchał, gdy płakałam w jego gabinecie i cierpliwie znosil kolejne roztrzaskane wazony. Dziś czuję się silniejsza… Czuję że dalej mogę iść bez psychologa, bez tabletek, bez Ciebie pamietniczku.
Choć to nie oznacza że zapomniałam. Tego, co przeżyliśmy nie da się zapomnieć.  Nigdy nie zapomnę Marcosa…jego  ciemnych oczu i.. Dobrego serca… Nigdy nie Zapomnę momentu, gdy Lyra przedstawiła nam swoją koncepcję. O tym że kierowała nim jakąś pokretna magia… Miałam wrażenie że wtedy jeszcze bardziej runął mój świat.. Bo ostatecznie wyszło że potrzebował pomocy. Staram się nie obwiniać się już o to że niczego nie zauważyłam, że byłam tak ślepa i głucha.. Że uwierzyłam że był po prostu zły, że nie podszedlam do niego gdy umierał, że nie dowie się że wybaczam..
Dość… Znów to robię. Zbyt dużo analizuje i obwiniam się. A psycholog powtarzał.. ” żyj teraźniejszoscia a nie przeszłością. Analizy nic już nie zmienia” . Nie tylko mój powiernik za pieniądze tak mówił.  Bo był jeszcze jeden… Który wycierpial niewiele mniej ode mnie.  Mój anioł stróż, który wciaz w głębi duszy jest zazdrosny o rywala, ktorego już nie ma.
Który chyba nie do końca wierzy gdy mówię że nie kocham już Marcosa.  ..że teraz jest on.. I tylko on.  Pamiętam jak zablyszczaly mu oczy gdy wypowiedzialam to krótkie „kocham”. Jakby czekał na to całe życie.
- Ja też, Cię kocham Elisabeth… Kocham cię jak wariat.
Rozesmial się wtedy i zaczął mnie całować.  Jakby moje wyznanie było dla niego przyzwoleniem, bo przecież wcześniej nawet nie próbował mnie tknąć. Wtedy też kochaliśmy się bez żadnego zabezpieczenia.  I wiesz.. Okres mi się spóźnia… Powinnam kupić test.  Chciałabym byc w ciąży i wiem że on też chciałby mieć dziecko… Pamiętam jak rozpaczal gdy powiedziałam mu że straciłam tamto, wtedy…
- Jak… Straciłaś… – wyszeptal i musiał podeprzec się fotela, najwyraźniej zrobiło mu się słabo.
- Poronilam….
- To przez niego?  – warknal- To on je zabił…  Zabił je… Nasz
Wtedy też piereszy raz zdałam sobie sprawę że tamto dziecko nie musiało byc Marcosa…
Ale stop.. Znowu to robię.  Boże, jestem beznadziejna… Takim sposobem nigdy nie stanę na nogi.  Nie rozpamietuj, Głupia!!  Rozpamietywalas przez rok.. Już dość..
Teraźniejszość…. No dobrze więc teraźniejszosc.
Melanie poszła do przedszkola. Sally narzeka że ciągle z nia problemy. Co prawda jako pierwsza nauczyła się pisać cyferki ale cóż.. Też bym załamała ręce gdyby przedszkolanka wezwala mnie w takiej sprawie.
- Zero telewizora – burknela wtedy Sally i opadła ciezko na fotel.
- Co się stało?  – doputywal zaciekawiony Oliver, odkładając solone paluszki na stół.
- Pokłóciła się z jakimś chłopcem i wiecie co mu powiedziała? Żeby nie fikal bo jej wujek ma większego siusiaka i zrobi mu z dupy jesień średniowiecza. 
W tym momencie Oliver niemal udlawil się przezuwanym paluszkiem, Sally natomiast kontynuowała.
- Czuję że odniosłam porażkę jako matka.  W ogóle skad ona zna takie wyrażenie?  To ta cholerna telewizja. Sprzedam to głupie pudło i kupię radio… Albo w ogóle nic nie kupię, będzie czytać książeczki…
Jest jeszcze Lyra. Przyjęli ją do pierwszej klasy.  W końcu…tyle było problemów. Bo przciez nie chodziła do zerówki no i ma już 8 lat..  Ale udało się. Nasze kochane diablatko w końcu rozpocznie swoją edukację. Ona również czuje się znacznie lepiej. Sądzę nawet ze jest z nami szczęśliwa.  No i bym zapomniała… Przeprowadzamy się.  Dziś przy kolacji chcemy powiedz ie c Sally że dochodzimy na swoje.  Nie powinna się martwić,  daleko nie odejdziemy, zaledwie do sąsiedniego osiedla . Co do kolacji to czuję że Oliver coś szykuje… Lyra stwierdziła nawet ze na pewno ni się oświadczy bo chodzi taki tajemniczy i zadowolony.
Na koniec jeszcze chciałabym coś. …
Marcosie wybaczam Ci, bo wiem że nie byles sobą i wiem że chciałeś inaczej.  Dziękuję ci również że przyczyniles się do naszej ucieczki…  Przepraszam też że…nie widziałam tego, co powinnam.

W tym momencie otworzylo się okno, a do pokoju wpadł silny podmuch wiatru. Elisabeth odłożyła pamiętnik i podeszła do okna, by je zamknąć. Gdy wychylila głowę na zewnatrz, mogłaby przysiasc że wiatr szeptal jej cicho „Bądź szczęśliwa, Maleńka „.
Kobieta złapała za klamkę a jej oczy zaszły łzami. Na reszcie czuła się gotowa by żyć dalej.


12 Comments for this entry

  • ~Nita

    W końcu chwila czasu na nadrobienie wszystkiego :D..Kużwa aż mi się płakać chciało jak to czytałam :( Pięknie napisane naprawde. Zakończenie wyszło ci cudowne! Szkoda tylko że z Marcosem tak wyszło..ale ciesze się że Lyra z nimi została :) Na bank będę czytać nowe opowiadanie :D Buziaki i duuużo weny! :***

  • ~MałaMigotka

    Tak! Właśnie takiego zakończenia oczekiwałam! Kobito! Migotka jest z Ciebie mega dumna!
    Rozwaliło mnie trochę to „Drogi Pamiętniku” – to tak jakby to pisała mała dziewczynka, a nie dorosła kobieta, ale sam wpis jest genialny. Pokazuje jak Lizz poradziła sobie z traumą, krótko opisuje losy Olega i Lyry. Bardzo się cieszę, że zatrzymali małą u siebie i wychowują ją jak swoją córeczkę. Bardzo się też cieszę, że być może Lizz będzie w ciąży.
    Końcówka z wiatrem mnie powaliła. Dosłownie padłam na łopatki. Bardzo lubię zakończenia typu, że ktoś gdzieś słyszy jakieś głosy osób, które były nam bliskie. Zawsze uważałam, że zmarli są z nami, nawet jeżeli my ich nie widzimy, wiec jestem przekonana, że głos należał do Marcosa. Bo pomimo, iż cieleśnie go nie ma, to jego dusza nadal może krążyć w otoczeniu Lizz i chronić ją przed złym.
    Bardzo, mi się podobała ta historia, a zakończenie dla mnie jest genialne. Chętnie powrócę na tego bloga, kiedy nie będę miała nic do czytania i zagłębię się w tą historię od nowa. W wolnej chwili zajrzę również na Twój drugi blog.
    Więc nadrobiłam, przeczytałam, jestem mega poruszona i zadowolona.
    Cudowna historia.
    Pozdrawiam!

  • Em

    Kochana Vicky,

    Pomysł z napisaniem tego rozdziału w pierwszej osobie był strzałem w dziesiątkę. Trochę to smutne, że to już koniec. Najważniejsze jednak, że cała historia kończy się poniekąd happy endem.
    Podziwiam Lizzy za to, że wybaczyła Marco chociaż spotkało ją tyle złego z jego strony.
    Cudownie, że Oliver w końcu znalazł szczęście u boku Elisabeth. Zasługiwał na to z całą pewnością, mimo tego, że na początku wydawał mi się dupkiem. Oby demony nie zakłóciły nigdy więcej ich spokoju.

    Pozdrawiam
    Em

  • ~Shanti

    wzruszyla mnie koncowka… kurcze mialo lyc inne zakonczenie:(( a jednak wybaczylam Marcosowi co zrb Lizz, kurcze
    ciesze sie, ze Lizz zaczyna nowe zycie.
    Dziwnie bd sie czula wiedzac, ze ta historia juz dobiegla konca..

  • ~Vicky

    O Boże! Jakie super zakończenie. Takie trochę nies podziewane, taki Happy End, takie, no takie.. no nie umiem tego opisać. No normalnie super!

  • ~Ela Kosobucka

    Kochana Vicky,
    Dobrze, że się dobrze skończyło. Mimo, że optymistyczne zakończenie, to jednak za serce łapie, tyle strat i zranień w życiu Lizz. „Smutny happy end”. Dużo śmierci i przemocy było w życiu bohaterki, ale widać, że jest światełko w tunelu na szczęśliwe życie.
    Ciepło Cię Vicky pozdrawiam i życzę dużo weny – Ela

  • ayden

    Przepiękne zakończenie, tyle uczuć mną targa, łza się kręci w oku, jednocześnie rozumiem i nie rozumiem cieszę się i smucę. To opowiadanie wywołało u mnie tyle emocji że nie wiem jak chodzę kochana. Minie naprawdę dużo czasu zanim przestanę o nim myśleć.. mój Marcos, teraz mi go szkoda :( jestem rozchwiana i boję się że też będę potrzebować psychologa :)
    Dziękuję Ci za te wszystkie uczucia które miotały mną na lewo i prawo.
    Wspaniała robota :*

    • ~vicky

      Dziękuję, kochana Ayden, ąż mi cieplutko się w serduszku zrobiło, że Ci się tak podobało;) trochę się bałam czy mi wyszła ta końcówka, ale widzę, że chyba nie było tak źle. :))

  • ~vicky

    Bardzo się cieszę, że się podobało ;) i dziękuję za życzenia;) mam nadzieję, że wena mnie nie opuści, bo jutro lub pojutrze chce dodać prolog na nowym blogu;) dam znać o tym fakcie jeszcze tutaj:)
    I cieszę się, że po przeczytaniu dostałaś weny :D hmmm to chyba będę mogła liczyć na szybki next u Ciebie ;*

  • ~Big Elephant

    Pod koniec aż mi się łezka w oku zakręciła… Chciałam już sobie popłakać wcześniej, ale walnęłaś ten tekst z Melanie i cóż… Zaczęłam się chichrać jak głupia. No i dałaś happy end. Moja miłość do Ciebie i tego opowiadania się momentalnie zwiększyła. Ale dostałam weny na pisanie! Woho!
    Życzę Ci tak na koniec dużo zdrowia, weny, czasu, wyświetleń, komentarzy, normalnie wszystkiego!
    Pozdrawiam /Big Elephant

Odpowiedz

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...