Rozdział 14.

przez , 24.kwi.2015, w Bez kategorii

Moje drogie. To przedostatni już rozdział. Wiem że miało być więcej ale trochę skróciłam… Za dużo było tego złego Marcosa i pokezywdzonej Lizz. :))

Weszła ostrożnie do celi. Nie miała pojęcia co się wokół niej działo. Skąd ta nagła zmiana u Marcosa? Nie wiedziała czy może mu ufać… Ale działała podświadomie , automatycznie… Zrobiłaby teraz wszystko co tylko niosloby za sobą nadzieję na wyrwanie się stąd.
– Lizz! – blondyn doskoczyl do kraty i przycisnal do niej twarz. – Żyjesz… Dzięki Bogu, żyjesz…
Kobieta bez słowa podeszła do celi i otworzyła ja. Zdumieni więźniowie początkowo patrzyli na nią nie bardzo rozumiejąc co zaszło.
- Musimy uciekać-odezwala się bezbarwnym tonem.
Oliver pierwszy dostrzegł ogromne zmiany jakie w niej zaszły. Nawet gdy była tu wtedy… Było jej w oczach życie…teraz wyglądała jak żywy trup z wypalona dusza. Blondynowi serce ściskało się z żalu gdy patrzył na nią, na to, co się stało z tą niegdyś pogodna osoba. Co też musiała przeżywać… Co musiała przejść ze doprowadziło ją do takiego stanu.
- On nas znajdzie – odezwała się Lyra.
- Dał mi klucze..
Oliver zmarszczyl brwi.
- Jak to? Pozwolił ci odejść?
– Coś się zmieniło? – oczy dziewczynki zaiskrzyly z determinacja. – Wiedziałam że coś jest nie tak… Teraz już jest dobrze, na pewno… Gdzie on jest.. ?
- Próbuje zatrzymać.. Kogoś.. Chyba coś złego tu się dzieje.
- Tym bardziej nie należy się stąd zmywać. Nie ma czasu – chwycil JE za ręce- Lyra wyprowadz nas stąd.
Dziewczynka wyrwała się z jego uścisku
- Może potrzebuje pomocy! – zmierzyła blondyna piorunującym wzrokiem.
- Ty chyba zapominasz o kim mówisz i co zrobił tobie…jej! – wskazał dłonią na Lizz. Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Oto mieli okazję się ocalić a tracili czas na sentymenty.
- Ale on taki nie był… ! Ty nic nie rozumiesz! – tupnela noga i zmruzyla groźnie oczy.
W tym momencie drzwi rozwarly się i do sali wpadł Marcos. Jedna dłoń przysiskal do piersi. Płynęła po niej krew.
- Marcos! – dziewczynka Doskoczyla do demona, gdy ten nie mogąc już ustać, upadal na posadzkę. Przytuliła się do niego i zaniosła się płaczem. – Nie umieraj…
Oliver i Lizzy stali lekko z boku. On z nienawistnym spojrzeniem wpatrywal się w ciało umierającego. Ona otepiala, płacząc mimowolnie i bezglosnie
– Lyro.. Wybacz mi dziecko… Przepraszam was wszystkich… – syknal i zagial się w pół, na jego czole pojawiły się krople zimnego potu. – Onyksy… – jego oczy rozwarly się szeroko a usta chcąc jeszcze coś powiedzieć chwytaly z trudem powietrze. Po chwili zaś opadł bezwładnie na posadzkę. Odszedł na zawsze.
Lyra zaniosła się jeszcze większym płaczem i zaczęła szarpać jego koszula, łudząc sir ze to coś zmieni. Elisabeth opadła na kolana skulila się a z jej ust wydobył się pełen cierpienia jęk. Oliver podszedł do ciała Marcosa. Przejechal dłonią po jego wciąż otwartych oczach, zamykając je na wieki. Siła odciagnal wyrywajaca się Lyre i podszedł z nią do Lizz.
– Przenieś nas do Sally. Dziewczynka pokręciła tylko głowa.
– Lyra! Chcesz by jego śmierć poszła na marne? Chcesz by za chwilę nas zabili? Lyra! – złapal mała za ramiona i potrzasnal lekko.
Dziewczynka Zacisnela powieki. Złapała swoich towarzyszy za dłonie i po chwili zniknęli z czarnego królestwa.
Znaleźli się w dobrze znanym im salonie, gdzie właśnie blondwlosa kobieta oglądała telewizje. Gdy ich ujrzałam, wrzasnela przeraźliwie. Lyra momentalnie rzuciła się na sofę moczac łzami poduszkę. Elisabeth natomiast siedziała w bezruchu, a z jej oczu co jakiś czas saczyla się kolejna słona łza.
- Błagam pomóż mi… – szepnął Oliver do swojej wciaz wystraszonej kuzynki.


5 Comments for this entry

  • ~MałaMigotka

    Podoba mi się taki obrót sprawy. Marco umierający za swoją ukochaną, odkupujący w ten sposób swoje winy. Tak, z całą pewnością zajebiście mi się to podoba.
    Czy to oznacza, że jestem świrnięta?
    Podoba mi się też podejście Lyry. Ona od początku widziała, że Marcos się zmienia i też od razu się zorientowała, że wrócił ten Marco, którego poznała i pokochała jak ojca. Chciała mu pomóc, ale niestety nie była w stanie. Lizz… ciężko mi sobie wyobrazić jej życie teraz po tym wszystkim. Tak naprawdę to właśnie tutaj powinna wypić eliksir zapomnienia i wymazać z pamięci wydarzenia ostatnich kilku, a może nawet kilkunastu miesięcy. Tak chyba byłoby dla niej lepiej.
    Już wyobrażam sobie minę Sally, która dotychczas uważała, że Oli nie żyje, a tu ni stąd ni zowąd on zjawia się w jej salonie. Ja bym padła na zawał.
    Bez dwóch zdań :D
    Okej lecę czytać zakończenie :D

  • ~Em

    Hej,

    Dziecko jest wspaniałą istotą, która potrafi dostrzec dobro w każdym człowieku. Postawa Lyri mnie wzruszyła. Szkoda, że Marcos odszedł, chociaż z drugiej strony teraz byłoby mu ciężko żyć samemu ze sobą, ze świadomością, co zrobił Lizzy, co zrobił małej demonce i co zrobił tej nienarodzonej istocie, która prawdopodobnie była jego potomkiem.

    Pozdrawiam
    Em

  • ayden

    Zabiłaś mojego ulubionego bohatera?
    Ja nie wierzę w to..
    najpierw go kochałam, potem nienawidziłam a teraz czuję pustość..
    mam pustostan w głowie i chyba jestem w szoku..
    ale naprawdę?

  • ~Big Elephant

    Kurczaki, Vicky… Myślałam, że inaczej to będzie, naprawdę. Szcunek, za wywiezienie mnie w pole, że tak powiem.
    Smutno mi z powodu Marcosika, ale ważne, że ta trójka nie jest już w Czarnym Królestwie. Coś szybko kończysz, ale nie będę narzekać, jak walniesz nam tu jakiś ładny happy end.
    Oliverek musi się teraz nauczyć stawać na głowie, bo musi teraz pocieszyć te dwie, załamane dziewczyny. Musi!
    Pozdrawiam /Big Elephant

Odpowiedz

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...