Rozdział 13

przez , 23.kwi.2015, w Bez kategorii

Wtem rozpetalo się piekło. Do sali tronowej jak na zawołanie zaczęli schodzić się poddani Marcosa. Wszysscy zwarci i gotowi do walki. W powietrzu zaczęły myśląc kule ognia i fale energii. ..wszystko po to by osłabić przeciwnika.  Bo zabić mogli tylko władcy.  Tylko oni mieli sztylety,  z których zresztą szybko zaczęli korzystać. Słychać było krzyki i przekleństwa. Widać było krew i palone ciała.  Marcos porwał się wirowi walki, był w swoim żywiole.  Pozbawial życia kolejne nieczule i mroczne istoty aż w pewnym momencie zatrzymał się. Z jego ust wydobył się ryk.  Jego oczom ukazała się postac Brunona.  Jego dłoń zacisnieta była na rękojeści sztyletu zaś jego ostrze zatopione było w plecach Iris.  Demonka stała z szeroko otwartymi ustami.  Odruchowo złapała się za brzuch. Gdy zimne ostrze oblepione jęk krwią opuściło jej ciało, kobieta opadła na posadzkę. Jej ciało zaczęło dygotac.  Umierała. 
Marcos dopadł do Brunona próbując go ugodzic,  jednak tamten odskoczyl w bok.  Brunet potknawszy się o ciało swej kochanki upadł na ziemię a jego wysadzana onyksami korona potoczyła się po ziemi.  Przed jego oczami zaczęły się pojawiać przeraźliwie obrazy, wspomnienia ostatnich miescy, jego serce zalewać zaczęły sprzeczne uczucia. Usłyszał świst sztyletu za uchem.  Odskoczyl.  Przeteleportowal się na drugi koniec sali. W jego główie wirowalo tysiace myśli. Czy to się wydarzyło,  czy ona?..
Nie patrząc nawet na rozvrywajaca się przed nim bitwę otworzyl zlots szkatułkę i wydobył z niej 5 drobnych medalionow również złota. Gdzieś w oddali wydawało mu się że słyszy wrzask własnego ojca.. Ale nie dbał o to.. O nich wszystkich.. Jeśli to wszystko co zobaczył było prawdą…jeśli… Zacisnal pięści wsciekly na samego siebie….jak mógł dac tak się podejść. .i ona. ..
Nie miał czasu na rozwazanie. Byl potworem i nie mógł tego zmienić, choćby chciał.
Zastał ja leżącą na łóżku. Z tępym wzrokiem wbitym w przestrzeń, blada, z podkrazonymi czerwonymi oczami.
Przed oczami stanęło mu niedawne wydarzenie. Dziecko.. Ich dziecko które on zabił…
- Elisabeth-jeknal żałośnie. A ów jęk brzmiał raczej jak skowyt pobitego psa.
Uniosla na niego pusty wzrok lecz zaraz potem ponownie patrzyła w dywan.
Tylko on jeden wiedzial jak wielka pogardę do siebie teraz czuł.. Jak wiele chciał powiedzieć..nie było jednak czasu. Jeśli wrogie wojska ja znajdą..nie będzie ratunku.
Podszedł ostrożnie do skraju łóżka. Drgnela. Bała się go. Ona. Jego waleczna i pyskata Elisabeth… Ona się go bała. Cóż on najlepszego zrobił…
Wcisnął jej w dłoń medaliony i klucz.
- Zwalniam cię z przyrzeczenia danego mi na ślubie – wyszeptal. – Uwolnij ich i odejdzcie. Poza królestwem noscie to a nikt nigdy was nie odnajdzie.
Uniosla na niego ponownie wzrok. Śniła.. Na pewno snila. O tych czasach gdy JesCze był jej…
- Marcos… – wyszeptala cicho pobladlymi ustami.
- Przepraszam cię za wszystko.. Ale nie proszę o wybaczenie.. Czegoś takiego nie da się wybaczyć .
Spuścił głowę. Do jego uszu dobiegł odgłos kroków. Ciężkich kroków wielu par butów.
- Marcos… Marcos… – jej głos przybrał na sile. Podniosła się i zaczela go okladac pięściami. – Ty bydlaku, jak mogłeś. Zabiłeś je, zabiłeś – jej krzyk tlumiony był łzami a jemu serce pękalo na pół. Wziął ją, wyrywajaca się na ręce. Teleportowal się pod cele. Postawił ja na ziemi.
- Ocalić ich i siebie. Pamiętaj o medalionach. No idź! – ponaglil słysząc i tu ciężkie kroki. Byli blisko.
Usłyszał zgrzyt drzwi. Weszła. On musiał zatrzymać tych, co nadchodzili. Choćby miał przyplacic to życiem. Ścisnal w dłoni rękojeść sztyletu i zacisnal szczęki. Czekał.


8 Comments for this entry

  • ~MałaMigotka

    No wreszcie wrócił. A nie mówiłam, że ta wredna korona robi z niego takiego sukinsyna? No wreszcie mój Marco is back. Zachował się jak prawdziwy facet i wziął wszystko na klatę. Podoba mi się jego podejście. Po raz kolejny pokazuje, że mimo wszystko gdzieś tam w głębi jest dobry i potrafi kochać. Mam nadzieję, że Lizz uda się uciec i jej reakcji na Marcosa wcale się nie dziwię. Ja też bym była wściekła i okładała go pięściami. Oby udało jej się uciec, oby odnalazła spokój. Należy jej się to, zwłaszcza po tym wszystkim co przeżyła.

  • ~Shanti

    nie wiem co powiedziec kurcze. ciesze sie, ze Marcos w koncu sie ogarnal.
    na miejscu Lizz nie wybaczylabym mu tego, nawet jakbym bardzo chciala, chociaz z drugiej strony byl pod kontrola…
    czekam Vicky niecierpliwie na next:))

  • Elorence

    I w tym rozdziale nie jest lepiej :( Ucieszyłam się, że Iris wreszcie wyzionęła ducha – tak, tak, to bardzo nieludzkie z mojej strony, ale to nie był nawet człowiek, ale demon wcielony! Nawet dosłownie!
    Marcos… Fajny miałaś pomysł z tą koroną. Uśmiechnęłam się, kiedy do niego dotarło,że zrobił najgorsze rzeczy na świecie. Dobrze, że nie prosił o wybaczenie, ale pozwolił im odejść. To było naprawdę cudowne, że zachował się tak porządnie :)
    Jejku, ciekawe co będzie dalej. Czy Lizzy spotka jest Marcosa? Co będzie z Oliverem i Lyrą?

  • ~Em

    Szkoda, że dopiero teraz Marcos powrócił. Zastanawiam się komu teraz będzie cięzej czy Lizzy, która straciła dziecko, czy raczej Marco, który zabił to maleństwo? Jeden plus Iris wreszcie dostała za swoje. Szkoda tylko, że ucierpiało też jej dziecko. Ono nie było niczemu winne.

    Pozdrawiam
    Em

  • Ela Kosobucka

    Mam nadzieję, że Lizz uda się po tych koszmarach stanąć na nogi. To co przeżyła myślę, że złamało by większość ludzi i bez głębokiej terapii oraz bezwarunkowej miłości bliskiej osoby nie do otrząśnięcia się. Oby Lizz znalazła w sobie jakieś pokłady miłości do Oliviera, inaczej kiepsko to widzę, a w miłość Oliviera do niej nie wątpię, bo nie raz pokazał, jak głębokim uczuciem ją darzy. Marcos tyle zła uczynił, że powinien zniknąć na zawsze z życia Lizz. Może i mi go szkoda, bo to koszmar dowiedzieć się, że było się potworem dla bliskiej osoby. Wybaczyć bym mu wybaczyła, co nie oznacza, że miałabym ochotę mieć z nim cokolwiek wspólnego.
    Uff i niech im się uda uciec i żyć szczęśliwie.
    Ciepło Cię pozdrawiam kochana Vicky – Ela

  • ayden

    No drgało we mnie współczucie, ale ja z reguły łatwo wybaczam więc rozumiem sama siebie. Chodzi o to, że nie ma we mnie sprzeczności. Tylko, że na miejscu Lizz nie wybaczhłabym mu nigdy. Ja rozumiem że to korona i ten ojciec i magia.. ale nie.. nie nie nie.
    Jedno dobrze, że Iris nie zyje, nie mysle o jej dziecku bo jest niczemu winne, ale jej juz nie oglam zniesc tak samo jak jego. Jak czytałam słowo „kochanka” to krew mi wrzała.
    Ciekawe co będzie dalej :)

  • ~Big Elephant

    No w końcu, no! Ileż mogłam na to czekać! Tyle dobrych rzeczy w tak okropnej sytuacji. Śmierć Irys: jestem na tak. Śmierć jego ojca: jestem na tak. Korona mu z głowy spadła: jestem na tak. Uwolnił ją ze ślubu: jestem na tak. Pozwolił jej odejść: jestem na tak. Kurde, Vicky, kocham Cię za ten rozdział.
    Pozdrawiam /Big Elephant

Odpowiedz

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...