Rozdział 11.

przez , 22.kwi.2015, w Bez kategorii

Kochane moje:)
Będę troszkę przyspieszac. Za krótkie mi wychodzą te rozdziały no i chyba macie już dość Marcosa i tego co wyrabia.  :)) Będzie jeszcze jeden rozdział… jedna tragiczna wręcz sytuacja, a potem naszemu królowi spadnie z głowy korona.
Ahhhh nowy  blog już powstał. Póki co niewiele tam jest.  Możecie zajrzeć w zakładkę bohaterowie i ” o blogu”  . Prolog pojawi się zaraz po zakończeniu Czarnego Królestwa.
www.azylstracencow.blog.pl serdecznie zapraszam.


- Powinieneś spodziewać się nalotu. I to niebawem. Zbyt długo trwa cisza.  Nie daj się zwieść pozorom. – były król stał oparty o stolik i z powagą w oczach instruowal swojego syna.
- Nie będę czekał na nalot.  Zaatakujemy.
- Z całym szacunkiem ale to błąd.
Marcos zmarszczyl brwi.
- Tak?
- Oczywiście-kontynuowal niewzruszony. – Lepiej przyjść atak na dobrze znanym terenie.  Wiesz że zaatakuja, możesz się przygotować.  Zrobić wszystko, by uniknąć zaskoczenia.
Marcos powoli kiwa głową.
- Przemyślę to-oznajmia i wychodzi rozważając w umyśle słowa ojca.
Jego nogi same niosą go do jej komnaty. Ostatnimi dniami częściej u niej bywał. Musiał kontrolować czy nie przychodzą jej do głowy jakieś głupoty. Teraz chodziło o życie jego dziecka.
Już przed drzwiami usłyszał jej zduszony krzyk i szamotanie.  Jednym ruchem odepxhnal je i wtargnął do środka.  Takiego widoku się nie spodziewał.  Na łóżku,  że skrepowanymi rękami leżała Elisabeth, na niej zaś uwalal się Xavier , zakrywajac jej dłonią usta.  Jego ręce zdecydowanie na zbyt dużo sobie pozwalaly. W Marcosie zawrzalo.
Podszedł do brata i zlapawszy go za koszule,  odrzucił na ścianę.
- Marcosie, o co tyle zachodu… – usłyszal jego pogardliwy jek
Król sięgnął za pasek od spodni i wycelowala serce.  Z ciała demona wystawała tylko rękojeść zdobiona licznymi kamieniami szlachetnymi a jego usta wydawały ostanie ciche jęki.
Demon spojrzał na wciąż leżącą na łóżku kobietę.  Skulila się nieco i przerażona wpatrywała się w zwłoki Xaviera. Uratował ją?  Uniosla na niego niepewne spojrzenie. Pochwycil je.  Jednak w jego oczach nie było nic ponad tym co zwykle. Obojętność i pogarda.
- Jesteś moja a nikt nie będzie kalal mojej własności-mruknal do niej i odwrócił się plecami.

Podszedł do ciała brata i wyciągnął sztylet który ponownie ukrył za paskiem. Następnie bez słowa wyszedł.
Elisabeth długo jeszcze w bezruchu tkwila na swoim łóżku. Od ciągłych okropienstw, które jej się przytrafialy zaczynało jej się mieszać w głowie. Ile jeszcze będzie musiała znieść? Ile jeszcze wylać łez.. Skrzywila się. Poczuła nieprzyjemne ukłucie w dole brzucha. Ułożyła się wygodniej i pogladzila wciąż jeszcze płaski brzuszek. Była teraz odpowiedzialna za tą małą istotę. Musiala walczyć by się urodziła i by nie musiała patrzeć na to wszystko, by nikt nir skalal jej bądź jego małego serduszka.. Musiała walczyć. Ta mała istotka nie byka niczemu winna, nie ważne że miała ojca potwora, przecież.. Mogła być taka jak Lyra…
Lyra…
Elisabeth nie widziała jej od kilku dni. A jeśli coś jej się stało? Dziewczynka różniła się od innych demonów, przez to z pewnością wielokrotnie była narażona na niebezpieczeństwo. Jak Lavinia.. Tylko że siostra Marcosa została zabita…
Poczuła strach zaciskajacy się na jej gardle. Musi coś zrobić… Tu już nie chodziło o nią a o dwójkę dzieci w tym jedno nienarodzone.
Wstała i skierowała się do wyjscia. Na początek postanowiła poszukać Lyry.
Blakala po pustych korytarzach. Co jakiś czas ktoś ją mijał, ale niezmiennie była ignorowana. A będąc żoną Marcosa powinna być kimś na krztalt ich królowej.
Nie znała rozmieszczenia sal i komnat. Co chwile uchylala jakieś drzwi jednak nigdzie nie było Lyry. W końcu natrafila na schody . Odrobinę ja to zdziwiło, wiedziala że znajdują sie w jakimś miejscu pod ziemią. Zatem. .jeszcze bardziej w dół?
Postanowila podążyć za kierunkiem jaki narzucały. Może tam ja odnajdzie. A może nawet.. Wolność? Potrzasnela głowa. Stąd nie było wyjścia, a jeśli nawet jakieś istniało to ona i tak nie mogłaby z niego skorzystać . Jej dłonie dotykały zimnej skalistej ściany, szła przez ciemność wypatrując światła.
Po kilkunastu sekundach, które zdawały się trwać wieki dostrzegła słabe światło pochodni. Przypieszyla.
Dostrzegła kolejne drzwi. Wyciągnęła dłoń i nacisnela na klamkę. Pchnela. Weszła do środka.tam zaś musiała zasłonić sobie usta dłonią by nie krzyknąć.
- Lizz! – z jego ust wydobył się zduszony krzyk.
Kobieta ze łzami w oczach dopadła do celi w której znajdowała się również Lyra.
- Co ty tu robisz? Mówił mi że odszedłeś… – szeptala ściskając jego dłonie przez kratę. Gdy na niego patrzyła nie myśląla o żalu, o tym co zrobił. Patrzyła na jego rany, na poszarpane ubranie, na brud i zaschnieta krew. Łzy płynęły mimowolnie. Szarpnela za kratę i lekko nią Potrzasnela.
- Lizzy, spokojnie, jesteś w ciąży…
Jego słowa sprawiły że spuscila wzrok. Zacisnela powieki, a wiec wiedział.
- Lyra mówiła że ten popapraniec cię bije….Lizzy… Wybacz mi że nie potrafię cię ocalić.
- Nie możecie się przenieśc?
- To cela odporna na magię. – oznajmiła dziewczynka.
Elisabeth ponownie przyklekla przy Oliverze. Wzięła dłoń w kratę i ujęła jego rękę.
- To on? On ci to zrobil? – spytała cicho wskazując na rany.
Blondyn potrzasnal głowa.
- To nie ważne. Ty.. Ty musisz przetrwać. Ty i dziecko. I Lyra.
Elisabeth właśnie otwierała usta by coś powiedziec gdy ktoś ją ubiegł.
- Jakiż rozczulajacy widok…


10 Comments for this entry

  • ~MałaMigotka

    No wiecie co? Ten ją chciał zgwałcić, a Marco to totalnie olał? Okej – może i ją uratował, ale dalej? Polazł sobie i tyle? I to jest kurna mąż? No pytam… To jest MĄŻ?! Nie, nie i jeszcze raz nie. Ja się na takiego Marca nie zgadzam. Ma wrócić ten stary i poczciwy, ten który kochał i jednocześnie tak bardzo się przed tym kochaniem wzbraniał. Ma wrócić mężczyzna, którego polubiłam, bo tego bohatera wcale nie lubię i ani trochę on mi się nie podoba. Bardzo się cieszę, że Lizz odnalazła Olego, ale pytanie… co teraz? Przecież sama nie zdoła uwolnić ani jego ani Lyry. I niepokoją mnie te bóle brzucha. Nie chciałabym aby dziewczyna poroniła. Naprawdę bym tego nie chciała.

  • Ela Kosobucka

    Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć i to już od ładnych kilku odcinków, ale tak mi przyszło do głowy, że nie do końca korona jest przyczyną zachowania Marcosa, ona tylko wyciąga z niego najgorsze cechy, które są w nim. W co się ta biedna Lizz wplątała? Trzeba było jednak nazwać w swoim sercu faceta po imieniu od samego początku. Demon to demon i człowiekiem nie będzie. Jakoś do tej pory widziałam w koronie problem, ale z biegiem wydarzeń i brakiem otrzeźwienia w Marcosie, który przekracza kolejne granice okrucieństwa, straciłam dla niego serce. On jest potworem i jak mu „korona spadnie z głowy”, to najlepszą rzeczą, jaką powinien zrobić to wypuścić Lizz i pozwolić jej żyć szczęśliwym życiem z Olivierem. On był dla niej dobry, może i ją oszukał, ale potem tyle aktów miłości złożył dla niej, tyle bezinteresownego poświęcenia, że to on okazał jej miłość, czego nie mogę powiedzieć o Marcosie. Marcos i Lizz mieli świetny seks, ale to za mało na budowanie związku, zaś Olivier okazał serce dla Lizz. Dla mnie to byłby happy end.
    Ciepło Cię kochana pozdrawiam – Ela

    • Vicky

      Sądzę ze bedziesz zadowolona z zakończenia. :) co do Marcosa to masz racje. korona wyciąga i podsyca w nim cechy które od zawsze w nim były

  • ~Shanti

    Kurcze, boje sie, ze on cos im zrobi…
    Marcos pokazuje sie zawsze, kiedy nie jest potrzebny
    dziala mi juz na nerwy..
    dodaj szybko kolejny rozdział, bo chce wiedziec co ten cham wymysli

  • ayden

    Boję się, że on jej coś z tym dzieckiem zrobi.. Vicky tylu rzeczy się boję, że ty nie masz pojęcia, proszę daj szybko next niech to będzie już za mną..

  • ~Em

    Czy Lizzy też wyląduje w lochach, czy raczej wróci do swojej komnaty? Dziwi mnie, że nikt nie strzeże tych lochów i każdy może sobie do nich wejść kiedy mu się to podoba. To takie zaniedbanie ze strony SZANOWNYCH DEMONÓW.
    Przy okazji już nie mogę doczekać się wojny.

    Pozdrawiam

    PS. Czy Lizzy wybaczy na koniec Marcosowi?

    • Vicky

      Do królestwa żaden człowiek się nie dostanie ani nie wyjdzie sam z siebie. Poza tym klucze do celi ma tylko król. Stąd ich pewność i brak straży :)

  • ~Big Elephant

    Najważniejsze, że wie o Oliverze i że Lyrcia z nim jest. No i że dba o dziecko. Ale czekaj, czekaj. Gdyby nie Marcosik, to ten jego braciszek zgwałciłby ją? Panie! Coś ty chciała uczynić?
    Pozdrawiam /Big Elephant

  • Elorence

    Nie, nie, nie. Znowu on – zawału można dostać. Niech ten Marcos się rozpedzi i walnie głową w mur – serio. Wszystko psuje. Czego tylko dotknie, od razu jest niszczone. Jak on wytrzymuje z samym sobą? Jest w stanie oddychać, mając świadomość ile złego uczynił?
    Tak współczuję Lizzy, Lyrze, Oliverowi… W trójkę mogliby stworzyć całkiem niezłą rodzinke :)
    Oby wszyscy przeżyli

Odpowiedz

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...