Archiwum dla: Marzec, 2015

Rozdział 11.

przez , 28.mar.2015, w Bez kategorii

Sally zerwala sie z fotela i wybietgła na zewnatrz. Mężczyźni podążyli w slad za nią. Gdy tylko Melanie dostrzegła matke, od razu do niej podbiegła.
- Patrz, patrz mamo, kotek sie świeci. – wołała radośnie.
Kobieta spojrzała we wskazanym kierunku. Nogi sie pod nią ugięły i upadłaby, gdyby nie ramiona Olivera. Otóż, na srodku trawnika, piszczac niemilosiernie, wił sie, skąpany w szkarłatnych plomieniach, kot sąsiadki. Marcos pospiesznie rzucił w zwierzę drobna kulę ognia, zamieniając je w popiół. Melanie sie naburmuszyła.
- Zepsułeś kotka! – spojrzala na demona oskarżycielsko.
Sally złapała córkę za reke i siła zaciągnęła do domu. Oliver pokrecił głową.
- Grunt to nie rzucac sie w oczy. – rzucił ironicznie i rownież zniknął za przeszklonymi drzwiami.
Marcos z beznamiętnym wyrazem twarzy, podszedł do siedzacej pod drzewem podopiecznej.
- Przesadzilas – mruknął.
Wzruszyła ramionami.
- Samo sie…
- Kontroluj sie, Lyra. Zainteresowanie innych ludzi to ostatnie, czego nam trzeba. – pouczył ostro.
Dziewczynka wstała.
- Nudze sie. Nie moge tu w ogole nic robić. Gówniane takie życie.
Demon uśmiechnąl sie mimowolnie.
- Niebawem to sie skonczy. Nastanie nowa era. Wszystko sie zmieni.
Lyra posłala mu pytajace spojrzenie.
- Zobaczysz – odparł, ucinajac tym samym rozmowe. – Chodź, trzeba teraz uspokoic ta rozhisteryzowana babę.
Ową „babę” znaleźli w kuchni. Piła melise i tepo wpatrywala sie w stół. Obok siedział Oliver, bębniąc palcami w blat. Melanie nie bylo. Została chwile wczesniej odeslana do pokoju pod groźba skonfiskowania Rainbowdasha. Sally wiedziala,ze było to niesprawiedliwe i niewychowawcze, ale potrzebowala chwili,by sie uspokoic i wyjaśnic sytuacje. Na widok Marcosa i Lyry zacisnęła mocniej palce na kubku. Posłała demonowi mordercze spojrzenie.
- Nic sie przecież nie stało. – odezwał się brunet.
Sally podniosła sie z krzesła. Oliver podszedł do niej ukradkiem i polożył jej dłoń na ramieniu. Jeszcze nigdy nie widział kuzynki tak zdenerwowanej.
- Nic sie nie stalo?! – wysyczała. Starala sie nie krzyczeć, by nie zwabić Melanie. – Twoje dziecko podpaliło kota! – wbiła w Marcosa wsciekle spojrzenie, wskazując palcem Lyre- Może u was to na porzadku dziennym, ale w tym domu obowiazuja inne zasady. Radze ci, utemperuj tego swojego diabelskiego pomiota, bo nie recze za siebie.- dodała i wyszła z kuchni.
Marcos uśmiechnął się pod nosem, słysząc groźbę z jej ust. Spojrzał na Lyrę, która skulila sie i stanęła w kącie. Mrugnął do niej i przeniósł wzrok na Olivera.
- Od jutra zaczynamy ćwiczenia.
Jak powiedział, tak też się stało. Nazajutrz, gdy emocje juz troche opadly, dziewczynki zostały pod opieką Sally, a mężczyźni przenieśli sie na klif.
Oliver rozglądał się niepewnie po otoczeniu. Nie było tu zbyt dużo miejsca, a przepaść, która roztaczała sie za skała, przyprawiała o zawrot glowy.
Ocean był tego dnia wyjątkowo spokojny. Slonce rozświetlalo niczym niezmącony błekit nieba.
- Tu?
Marcos bez slowa podał mu dwa krótkie noże. Blondyn obejrzał je nierozumiejąc.
- Zaatakuj mnie – polecił demon.
Jednak zamiast tego, jego przeciwnik roześmiał sie.
- Tak chcesz ćwiczyc?
Marcos rozciagnął usta w kpiącym półuśmiechu.
- Wiem, że nawet Lyra byłaby godniejszym przeciwnikiem, ale nie będę męczył dziecka.
- Od kiedy to stałes sie opiekuńczy?- zapytał, obracając w dłoniach noże.
Brunet pokrecił głowa, rozbawiony.
- Atakuj- polecił ponownie. Oliver wypuścił broń na skałe.
- Nie jestem twoja zabawka. Oboje wiemy, ze nie jestem ci tu potrzebny. Co chcesz osiagnac?
- Czyżbyś sie bał, ze zbyt dobitnie ujrzysz, że jestem lepszą partia niż ty?
Oliver zmarszczył czoło. Może ten atak nie był takim złym pomysłem?
-Musiałeś posunąc sie do klamstwa, by ją zdobyć?- kontynuował brunet. – To kala twój honor i męską dumę, Fork. Co z ciebie za mężczyzna, skoro nawet nie potrafisz rozkochac w sobie kobiety?
Blondyn zacisnał dłonie w pięści i rzucił sie na demona. Ten sprawnie wywinął mu rece do tyłu.
- Słabo, Fork, próbuj dalej. – puścił go i pchnąl stopą noże w jego strone.
Oliver pochylił sie i złapał za dwie rekojeści. Zacisnął na nich palce, aż pobielały mu kostki.
- Mówisz o meskosci? Jakas kretynka robi z toba, co chce. Gdybyś lepiej ją zadowalał, może Lizz byłaby tu.
- Z tobą. Tak? – krązyli, patrzac sobie w oczy. Jak dwa nastroszone koguty. – I kontynuowalibyscie tą farse do śmierci? Ona nigdy nie bedzie twoja, Fork. Nawet do łózka z wlasnej woli nie chciała z toba pojść.
W tym momencie noże z głośnym brzdękiem upadły na skałe. Oliver zamachną się, uderzając Marcosa pięscia w szczękę. Demon nawet sie nie zachwiał. Splunął w bok. Pokręcił głowa i zacisnął dłoń na szyi blondyna, przyciskajac go do ściany. W drugiej ręce zmaterializowała mu sie ognista kula.
- Nigdy. Mnie. Nie. Pokonasz. – wysyczał dobitnie każde słowo, po czym odrzucil kule w bok. Ogień rozplysnął sie w ciemnym wnetrzy groty. Upokorzony po raz kolejny, Oliver dyszał ciężko. Marcos odsunął sie od niego na kilka kroków.
- Masz racje. Jestes bezużyteczny podczas ćwiczeń. Będziesz tylko przykrywka, nie musisz umiec sie bronić – mruknął bardziej do siebie niz do niego.

19 komentarze :, , , , , , , , więcej...

Rozdział 10

przez , 25.mar.2015, w Bez kategorii

Na poczatek chcialam przeprosic, że ten rozdział taki krótki, ale nie moglam tego fragmentu przeskoczyc a nastepny bedzie juz o czymś innym;)
Polecam do posłuchania kawałek Kelly Clarkson – Never again.
Ahhh… Z dedykacją dla moich stałych czytelniczek :* dzieki, je jestescie, dziewczyny;

(czytaj dalej…)

16 komentarze :, , , , więcej...

Rozdział 9.

przez , 23.mar.2015, w Bez kategorii

Sally nie czekała. Wyciagnęła z szafki najcięższą patelnię, jaka miała w kuchni i wróciła do pokoju. Uderzyła go w głowę. Uścisk Marcosa zelżał, Oliver osunął sie po ścianie i zaniósł sie kaszlem. Demon zas wbijał wściekłe spojrzenie w blondynkę. Kobieta odważnie patrzyła mu w oczy, trzymając w gotowości swoje ” śmiercionosne narzędzie”
- Do kuchni!- wrzasnęła- w tej chwili!
- Nie bedziesz mi rozkazywała – syknął.
- To mój dom i ja decyduję. Nie podoba sie to wypierdalaj i szukaj na własna reke.
Na ogół Sally Thomson starała sie nie przeklinać, jednak tak naprawde to rzadko coś wyprowadzało ją z równowagi. Teraz jednak czuła, ze cos sie w niej gotuje… Za duzo tego było, nawet dla niej. Usłyszała wołanie dochodzace z pietra.
- Nie chce widziec ani slyszec zadnych kłotni. – uprzedzila i wybiegla z pokoju.
Oszolomiony Marcos jeszcze przez chwile wpatrywal sie w miejsce, w ktorym przed sekunda stała. Nieczesto ludzie mu sie sprzeciwiali, nie mowiac juz o stawianiu warunkow. Ta misja miała jednak nadrzedny cel. Musial o tym pamietac. Posłał Oliverowi zniecierpliwione spojrzenie i wolnym krokiem wyszedl z pokoju.
Blondyn wstal z lozka. Chwiejnym krokiem podszedl do komody. Wyciagnał dżinsy i koszule w jasną kratę. Szybko sie ubrał. Nigdy nie przypuszczał, ze bedzie zmuszony współpracowac z demonem. …i to jeszcze z Tym demonem. Nie chodzilo tu jednak o niego. Chodzilo o Lizz, musiał wiec zagryźc zeby i skupic sie na nadrzednym celu.
Wszedł do kuchni. Panowała tam napieta atmosfera. Sally siedziała z Melanie na kolanach, która wyrywala sie do siedzacej obok starszej dziewczynki. Marcos mierzył wszystkich rozdrażnionym wzrokiem. Oliver westchnal. Był mężczyzną, musiał nad tym zapanować.
- Kto to? – zapytał, wskazując na dziecko o czarnych kreconych włosach, ktore siedziało na krzesle, nie bardzo wiedzac jak sie zachować.
- Możemy porozmawiać o Elisabeth? – warknął demon.
W tle słychać było jęki Melanie, ktora koniecznie chciała poznać nowa koleżankę.
- Najpierw wyjaśnij, kogo tu przyprowadzasz i spuść z tonu, nie jestes w swoim przekletym królestwie. – odparł siląc sie na spokoj.
Marcos juz miał cos odpowiedziec, ale pokrecił głową. Po chwili odezwał sie.
- To jest Lyra. Jest połkrwi. Nie zrobi wam krzywdy, prawda? – zwrócił sie do dziecka.
Dziewczynka skinela glowa i usmiechnela sie lekko.
- Sally,puść Melly.
Oczy kobiety robily sie coraz większe.
- Oszalałeś?!
- Jesli chcemy do czegos dojść musimy okazac sobie choć minimum zaufania.
- Mamo, puść mnie- jęczała Melanie.
Sally niechetnie postawiła coreczke na podlodze. Z napieciem sledzila, jak ta podchodzi do mlodego demona.
- Jestem Melanie, a ty? – wyciągnęła reke i wyszczerzyls usta w uśmiechu.
- Lyra – odparła, ściskajac lekko wyciagnieta dłoń.
- Pokaze ci zabawki. Wies, ze mam nowego Lejnbołdasza? Ciocia mi kupila. Mamo gdzie jest ciocia? – posłała swojej rodzicielce pytajace spojrzenie.
- W pracy.- palnęla pierwsze, co jej przyszlo do głowy. – Siadaj, Melanie, zaraz dostaniesz sniadanie.
- Ale mamo! – zaoponowala. – Chce sie bawic z Lalą.
- Siadaj! – powtorzyla ostrzej.
Naburmuszona dziewczynka zajęła miejsce na krzesle.
- Czy mozemy wrócic do spraw istotniejszych? – wtracil mocno podirytowany juz Marcos.
- Może przeniesiecie rozmowe do salonu? Lyra może wam potowarzyszyć. – odezwala się blondynka, wlewajac mleko do nieduzego garnka, który postawiła na kuchence.
- Ale mamoo.. – po kuchni ponownie rozniósł sie jęk Melanie. – Lala na pewno jest glodna. Daj jej sniadanko.
Sally odwróciła sie i spojrzala pytajaco na mężczyzn. Oliver wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni. Marcos zrobił to samo, oznajmiajac wcześniej, że Lyra je to, co ludzie. Sally westchnęła tylko i wyciągnęła z szafki dodatkowa miseczkę.
Dwóch, jakże rózniacych sie od siebie mężczyzn stanęlo pośród jasnego salonu, nie bardzo wiedzieli, co robic dalej. Mierzyli sie przez chwilę wzrokiem. W końcu demon odezwał sie ponuro.
- Raczysz w końcu opowiedzieć, co tu zaszło?
Blondyn westchnął. Opadł na fotel, gdyż wciąż odczuwał osłabienie po wczorajszej wysokiej temperaturze. Po krótce przedstawił ubiegłonocne wydarzenia. Marcos zaciskał dłonie w pięsci.
- Zabiję tą perfidną idiotkę- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Podniósł wzrok na blondyna- Dlaczego ona uciekła? – niebezpiecznie zbliżył sie do fotela, na którym tamten siedział. – Co jej do diabla zrobiles?- warknął.
Oliver odruchowo zbliżył dłoń do swojej szyi. Zawahał sie, jednak uznał, ze tajemnice w obecnej sytuacji sa zbyteczne. Gdy skończył opowiadać, popatrzył niepewnie na demona. Marcos roześmiał sie drwiąco.
- Interesujacy plan. Co nie zmienia faktu, ze jesteś głupcem, Fork.
Oliver uniósł brwi.
- Krople zmieszane z alkoholem traca na dzialaniu. Stad bóle głowy..musiała tez miec przebłyski pamieci….
Blondyn zmarszczył sie. Nigdy nie wspominała, ze cos jej sie przypomina. Czyżby nie do końca mu ufała? Pokręcił głową i popatrzył gniewnie na demona. Wstał i dźgnął go palcem w pierś.
- Dlaczego nie powiedziałes mi wcześniej….to przez ciebie..
- Ty znowu z tym palcem? – przerwał mu.- Nie zrzucaj na mnie swojej bezmyślności. Sądziłem, ze to oczywiste, ze alkohol tępi działanie. Tak jest w wielu przypadkach, panie „znawco demonów”. Poza tym z uczuciem nie wygrasz.- uśmiechnął sie triumfująco.
Oliver poczuł się, jakby ktoś uderzył go w twarz. Już miał coś odpowiedzieć, ale ubiegła go Sally, która właśnie weszła z dziewczynkami do pomieszczenia.
- Panowie..może zajmiemy sie tym, co najistotniejsze?
Melanie niepewnie zbliżyła sie do Marcosa, pociągnęła go za skraj koszuli. Zdumiony demon spojrzał na dziewczynke.
- Będziesz moim drugim wujkiem?- spytala, przekrzywiając głowe na bok.
- Melanie… – upomniała ja Sally.- Idź sie pobawić na podwórku, dobrze?
- Mogę z Lalą? – spytała lapiąc, wciąż lekko zdekoncentrowaną mala demonkę za rękę.
- Ja. .
- Lyra nic małej nie zrobi- zapewnił Marcos.
Sally westchnęła i pozwoliła im bawić sie razem. Zaznaczyła jednak, że chce je widziec przez okno.
- Oliver, dobrze sie juz czujesz? – zagadnęła, zajmujac miejsce w jednym z białych foteli.
Blondyn skinął głową, po czym zwrócił sie do Marcosa.
- Co możemy teraz zrobić?
Marcos nie odpowiedział od razu. Intensywnie sie nad czymś zastanawiał. Rozważał wszelkie za i przeciw. W końcu zabrał głos.
- Musimy poczekać siedem dni.
Oliver gwałtownie zerwał sie z miejsca. Nawet Sally przestala spoglądac na biegajace dookoła dziewczynki.
- Popieprzyło cię?! Chcesz czekać aż ją wykończą?
- Gdybyś lepiej jej pilnował, w ogóle nie trzeba byłoby ratować. – syknął w odpowiedzi. – Za tydzień jest turniej, w którym zostanie wyłoniony nowy władca. Jeśli wygram, ocalę Elisabeth. Nikt nie sprzeciwi sie królowi. – wyjaśnił. – Do tegp czasu nikt jej nie zabije. Zależy im na mnie i na tobie. Żeby nas zwabić ona musi być żywa.
- Mogą ją torturować. – zaoponował nieprzekonany blondyn.
Marcos już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz wyprzedził go pisk dobiegający z dworu.

11 komentarze :, , , , , więcej...

Rozdzial 8.

przez , 22.mar.2015, w Bez kategorii

Nie…to nie mogła byc prawda…
Jasnowłosy mezczyzna  podniósł rower z chodnika. Nie chcial uwierzyc w to, co oczywiste. Automatycznym ruchem wsiadl i ruszyl w dalsza droge, ludzac sie, ze to jakas koszmarna pomylka. Mijal pojedynczych ludzi, z oddali dochodzily do niego dzwieki tanecznej muzyki. Nieopodal ktos sie z kims klócił, gdzies dalej szczekał pies. To nie było ważne.
Jechał przed siebie, oszukujac własny umysł. W końcu dotarł. Od razu rzuciła mu sie w oczy biała audi. Drzwi samochodu były uchylone, najwyraźniej dziewczyna była tak przejeta, ze zapomniala zamknac. Spojrzał na niebo, pokrywajace sie chmurami. Wbiegł na cmentarz, popychany przez wzmagajacy sie wiatr.
- Lizzy! Lizzy! – wolal najglosniej, jak potrafił.- Elisabeth.
Biegł pomiedzy waskimi scieżkami, pośród nagrobkow. Czuł, ze opuszczaja go siły. Przystanął. Oparł się dłonia o marmurowy krzyż i zakaszlał. Po chwili wyprostował sie i szedł dalej. Poczuł wilgoć pod powiekami, wiatr targał jego jasną koszulą, czuł przejmujacy chłod i pierwsze, grube krople deszczu na ciele. Ponownie zakaszlał. Pozwolił, by ja zabrała.. To była jego wina…ona nie mogła zginąc.
- Ocale cie Lizzy, chocbym miał zejść do piekła…
Czarne niebo przecieła błyskawica. Meżczyzna wrócił do samochodu, w ktorym jeszcze niedawno siedziala ona. Niemal można było wyczuć jej delikatne, różane perfumy. Odpalił silnik i ruszył, odprowadzany przez dudniace grzmoty burzy.
Po kilkunastu minutach był juz na podjeździe. W tym czasie z lekkiego deszczu powstala ulewa. Wyszedl z samochodu. Przeszlo mu przez mysl, że nie zabrał roweru z przedcmentarnego parkingu. Zaraz jednak przestal sie nad tym zastanawiac. Czlapał po nasiąknietym woda trawniku. Doszedl do betonowych schodkow. Udsiadl na jednym z nich. Tepo patrzył w mrok. Nie zważał na deszcz, wiatr i błyskawice.
- Na milość Boską, Oliver! – dobiegł go glos Sally, przedzierajacy sie przez ogolnie panujacy szum.
Odwrocił powoli głowe, patrzac nieprzytomnym wzrokiem. Ktos złapał go za ramię i siła wepchnąl do domu. Sally stała przed nim kręcąc głową. Weszła do kuchni, wlała wody do czajnika i właczyla go. Było juz po północy, jednak ona nie odczuwala zmeczenia. Dokuczał jej za to nerwowy ból brzucha.
- Rozbierz sie. Zalóz cos suchego.- polecila mu widzac jak malo przytomnie stoi w progu.
- Zabrala ja, Sally…nie umialem jej chronic.
Kobieta jeknela. Podeszla do mężczyzny i przytulila go. Oliver załkał cicho.
- Zabija ja…
- Nie mow tak- zganila go surowo. – Wszystko bedzie dobrze.
Dłonia dotknęla jego czoła. Z jej ust wydobył sie zduszony krzyk.
- Oli, masz temperature!
Mezczyzna wzruszył ramionami.
- W tej chwili masz sie przebrac i polożyć sie do łóżka. Wygladasz okropnie.
Blondyn przesunął dłonia po twarzy. Z jego włosów wciaz kapała woda.
- Jak mam leżeć, skoro oni mogą ja teraz zabijać ?!
- W tej chwili do lóżka! Chory jej nie pomożesz. – warknęła, zalewajac herbate i dodajac łyżeczke miodu. Sięgnęła po termometr i wypchnęła mężczyzne do sypialni. – Nie zachowuj sie jak dziecko – dodała, widzac jego ociaganie. Przystawiła mu termometr do czoła. 39.5. Położyła kubek na stoliku.
- Przebieraj sie. Przyniose ci polopiryne.
Gdy wyszla, zaczął sie rozbierać. Czuł dreszcze na całym ciele, nie dbał jednak o to. W głowie miał tylko jedna mysl. Jak ją ocalić? Okrywał sie właśnie kołdrą, gdy usłyszał pukanie, a zaraz potem ponownie zobaczyl swoja kuzynke. Zbliżyła sie do niego i wcisneła mu w usta biała, okrągła tabletke.
- Wypij to- wskazała na kubek- i śpij. Jeśli chcesz jej pomóc, musisz być w stanie funkcjonować. Ja też ide spać. Dobranoc. – przygryzła warge. – Nie dręcz sie. To nie twoja wina.
Mężczyzna tylko pokrecił głową i siegnął po kubek z gorącym napojem. 30 minut potem odpływał w świat koszmarów.
Śniły mu sie demony, setki demonów, które okrążały Lizz i odcinały jej palce. Ona zaś, płaczac i wijac sie z bólu wołala, ze to jego wina.
Obudził się zlany potem. Był tak słaby, ze z ledwością mógł podnieść głowę. Czuł suchość w ustach, ubranie kleilo sie do jego ciała. Nastał już dzien. Pochmurny, szary poranek. Z wnetrza mieszkania dochodzily do niego czujeś głosy. Pełen napięcia i powagi głos kobiecy i męski, przepełniony wściekłością.
W jednej chwili drzwi otworzyly sie z hukiem. Oliver zdążył jedynie zarejestrować, ze do pokoju wpadla ubrana w czerń postać, nim dłoń mężczyzny zacisnęła sie na jego gardle.
- Marcos – wycharczał.
- Co to do diabła znaczy, że ją porwali?! – ryknął demon, wbijając swoj ciskajacy iskry wzrok w postac blondyna, ktory bezskutecznie staral sie złapać oddech.

10 komentarze :, , , więcej...

Rozdział 7.

przez , 20.mar.2015, w Bez kategorii

- Lizz! – Sally dopadła do dziewczyny, uniosła jej głowe i zaczęła lekko poklepywać pjo twarzy.- Oliver! Oliver, cholera!
Maggie patrzyla na wszystko ze strachem w oczach.
- Może zadzwonic po karetke?
- Lizz! – Oliver uklęknął przy dziewczynie.
- Mamo, co sie stało cioci? – zapytala Melanie, wychylajac sie zza futryny.
Sally wstala i wziela dziewczynke na rece.
- Chodź, kochanie, umyjemy ząbki i pojdziesz spać.
- A tolt?
Kobieta westchnela i zgarnęła ze stołu talerzyk z najmniejszym kawałkiem.
- Zaraz wrócę – szepnęła pokrzepiajaco do blondyna i weszła po schodach na pietro.
- Dlacego ciocia spi w kuchni? Ja tes mogę?
- Kochanie, ciocia źle sie poczuła, ale na pewno juz jej lepiej. – odparła, modląc sie w duchu, by to była prawda. – No już, zjedz torcik i pojdziemy umyć ząbki.
Dziewczynka usiadla na swoim różowym lozeczku i zatopiła swoje małe paluszki w cieście. Sally zdawala sie tego nie zauważać. Patrzyła tepo w różowe ściany z nalepkami w krztałcie kucykow. Co sie stało? Kto dzwonił do Lizz? Dlaczego zemdlała? Podświadomie czuła, że to ma związek z tymi wszystkimi tajemnicami i miała ochotę udusić swojego kuzyna.
Gdy ząbki były już czyste, piżamki założone a ulubiony miś leżał obok, Sally pocalowała coreczke w czólko i życzyła jej dobrej nocy.
- Mamo…- zagadnęła, gdy kobieta zamykała już drzwi.
- Tak?
- Daj cioci buzi ode mnie.- powiedziala i odwrocila sie tylem i wtulila sie w pluszaka.
Sally uśmiechnela sie z czulościa. Zamknęła drzwi i pospiesznie zeszla na dol. Usłyszała dźwięk dzwoniącego telefonu. Kuchnia, przedpokoj i salon świeciły pustkami. Goście musieli już pojść do domów. Zgarnęła z półki telefon Olivera i skierowała sie do ich sypialni. Drzwi były uchylone.
- Obudź sie, kochanie. Obudź, prosze. Wszystko naprawie, zobaczysz. Jeśli bedziesz chciała, pozwole ci odejśc, ale obudź sie. ..
Sally przygryzła warge. Pchnęła lekko drzwi i weszla do srodka. Elisabeth leżała wciaż nieprzytomna. Jej oddech był rowny, a oblicze spokojne. Obok niej, na brzegu lóżka siedział Oliver. Jedna dłoń trzymał zamknięta na jej szczupłych palcach a druga gładził ja po włosach. Gdy jego kuzynka weszła uniósl głowe.
- Co sie właściwie stało?
Sally potrzasnęła głową. Spojrzała w jego wilgotne oczy, westchnęla.
- Ktos do niej zadzwonił…
- Kto? – jego twarz napięła sie.
W tym momencie ponownie zadzwonił jego telefon. Siegnąl po niego. Spojrzal na wyświetlacz i odrzucił przedmiot na lozko. Nie miał czasu na rozmowy z dyrektorem. Skierował sie do kuchni. Podniósł z podłogi telefon Lizz, wszedł w historie polączeń. Becky… To była jej przyjaciółka, z która od jakiegos czasu jej sie nie układało. To jednak nie tłumaczyło utraty świadomości.. Niczego nie rozumiał. Wplótł palce we włosy. Nie wiedział co robic. Jak miał pomóc Lizz? Pogotowie nie wchodzilo w gre. Jesli to miało związek z tamtym eliksirem to i tak jej nie pomoga a gdyby odkryli niewiadomą substancje we krwi, moglyby byc problemy. Eliksir.. Cholerne kropelki..uderzyl pieścia w ściane. Jak on mogl mu to dac skoro ma skutki uboczne. A jesli to cos innego? Jakas normalna, ludzka choroba? Moze jednak pogotowie?
- Odbierz, Oli, on dzwoni już czwarty raz. – Sally podeszla do niego i podala mu telefon.
Odebrał.
- Fork, słucham. – zmarczył brwi. – Pan raczy żartować, jakie dziecko? – przysiadł na krzesle- Jak on sie nazywał? A imie? Czy mogłby go pan opisac? – podniósł sie i zaczął okrązac stół. Sally stała w progu i patrzyła na kuzyna pytajaco.
Oliver podał dyrektorowi swój adres i podziekował za informacje. Rozlączyl sie i jeszcze przez chwile wpatrywał sie w telefon.
- Oli?
- Jutro rano bedziemy mieć gości. – odezwał sie dretwo.
Kobieta uniosła brwi do gory.
- Gości?
- Marcos i jakas dziewczynka.
- Marcos?! – odezwala sie troche zbyt głośno. Zaraz jednak kontynuowala ciszej. – Zapraszasz mi do domu demona? Oliver do cholery, mam dziecko!
- Sally spokojnie – polozył dłonie na jej ramionach. – Posluchaj, cos jest nie tak. On.. Sadze ze nie zaburzyłby tego bez powodu. I ten telefon…po prawie roku milczenia dzwoni do niej przyjaciółka? Jesli Iris wyłamała sie z umowy i szuka Lizz…uwierz, lepiej jesli Marcos nas znajdzie pierwszy.
Sally Thomson opadla cieżko na krzesło. Ukryła twarz w dłoniach. Tego sie bała od momentu, w którym sie wprowadzili. Bała sie ze nagle cos pójdzie nie tak. Nie potrafila mu jednak odmowic. Tlumaczyla sobie ze wszystko jest pod kontrola..ze bez sensu sie martwi. Uwielbiala kuzyna i Lizz, miała jednak dziecko… I wlaśnie je narazila na niebezpieczenstwo.
Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
- Nie pozwole skrzywdzic Melly. – uslyszala jego pewny, poważny głos. Skinęła tylko głową, starajac sie mu zaufac.
- Oliver?- usłyszeli ciche wołanie, dochodzace z sypialni. Oboje pospieszyli w tamtym kierunku.
Blondyn uklęknął przy łóżku i zamknął jej dłonie w swoich.
- Lizzy, jak sie czujesz?
Dziewczyna podniosła sie na łokciu.
- Szumi mi w głowie, czuje sie, jak na kacu. – szepnęła. – Przepraszam..twoje przyjecie…
Oliver potrząsnął głową.
- To nie ważne. Najważniejsze, że sie ocknęłaś.
Usiadła i zmarszczyła lekko brwi. Po chwili w jej oczach pojawiła sie panika.
- Becky… Oliver.. Ktos do mnie dzwonił.. Jakaś kobieta mówiła, ze zabije Becky, jeśli oboje nie pojawimy sie na cmentarzu. O co chodzi? Kim jest Marcos?! – odrzuciła kołdrę i wstała. Zrobiła to jednak zbyt szybko, bo zakrecilo jej sie w glowie.
- Nie wstawaj – wyszeptał blondyn, pomagajac jej zając miejsce ma łóżku. Spojrzał na Sally. Jej twarz była rownie przerazona, co jego.
Iris próbowała do nich dotrzeć. Wiec to prawda- myślał – Albo ta wredna suka wyłamała sie z planu, albo on nie dał jej tego, czego chciala. Mezczyzna westchnął cieżko. Usiadł na skraju łozka.
- Elisabeth. Musimy powaznie porozmawiać. Ja..musze ci cos wyznać. – wyszeptał ze spuszczoną głową.
- Zostawie was. – odezwała sie Sally. – Bede w kuchni.
Lizzy nerwowo wodzila wzrokiem. Patrzyla jak kobiets wychodzi, jak Oliver siedzi przed nia , z udreczonym spojrzeniem. Jakby wszyscy zlekceważyli to, co najważniejsze.
- Musimy ratować Becky! – krzykneła, chcac wstać. Powstrzymał ja.
- Obudzisz Melly. Lizzy, twojej przyjaciółki nic juz nie uratuje.- mówił powoli, bojąc sie jej reakcji.
Dziewczynie oczy zaszły mgłą.
- O czym ty mowisz? Pojedzmy na ten głupi cmentarz, zadzwoń na policje, cokolwiek!
- Prosze, uspokoj sie. Policja nic tu nie zdziala. Kobieta, ktora do ciebie dzwonila jest demonem.
- Kim? – zaśmiała sie nerwowo. – Dobrze sie czujesz?
- Zaufaj mi ten ostatno raz i pozwol sobie wyjaśnic.
- Ale Becky…
- Ona najprawdopodobniej juz nie zyje. A jesli zyje…jesli tam pojedziemy zginiemy wszyscy. Nie płacz …
Otarł z jej twarzy płynące lzy. Przylgnęla do niego, szukajac wsparcia. Zamknal ja w swoich silnych ramionach. Jego usta dotknęly jej wlosow.
- Prosze, nie znienawidz mnie.
- Nie znienawidze… Kocham cie Oliverze..- szepneła jeszcze bardziej wtulajac sie w jego piers. – Wyjaśnij mi tylko,dlaczego nie ratujemy Becky..dlaczego skazujesz ja na smierc?
Odsunal ja na odleglosc ramion.
- Nie kochasz mnie, Elisabeth..to wszystko iluzja.
Dziewczyna zmarszczyla brwi a Oliver zaczal swoja opowiesc. Nie ukrywał niczego. Jego słowa przepelnione były bolem, oczy błagaly o wybaczenie. W polowie historii Lizzy wstala i nerwowo spacerowala po pokoju. Najprawdopodobniej nie uwierzyla by w to wszystko, gdyby nie to, ze czula ze to prawda. Byla o tym przekonana. Gdy skonczyl podeszla do niego i uderzyla w twarz.
- Nie miales prawa!
Wybiegła z pokoju. W kuchni nawet nie zaszczycila Sally spojrzeniem, zgarnela tylko swoj telefon, z polki wziela kluczyki i wybiegla na zewnatrz.
- Lizzy!! – wołal za nia. Jednak gdy znalazl sie na schodach mogl zobaczyc swoja audi ktora wyjezdzala z podjazdu i uslyszec, wykrzyczane przez otwarta szybe ” Nie wpieprzaj sie wiecej w moje zycie”
- Kurwa mac!!- zaklal, kopiac doniczke z jakims wiednacym kwiatkiem.
W drzwiach stala Sally. Jedna dlonia zakrywala sobie usta.
- Daj mi kluczyki do twojego auta. – polecil zdenerwowany.
- Jest zepsute. Mowilam ci, ze musze odcholowac do mechanika.
Oliver zaklal ponownie. Mial ochote biec za nia,ale wiedzial ze nie mialo to sensu. Nigdy by jej nie dogonił. Nagle przez myśl przeszlo mu cos co go jeszcze bardziej przerazilo. Zlapal Sally za ramiona.
- Gdzie jest najbliższy cmentarz.
- Przy centrum. Obok kosciele Sw. Trojcy. – odparla,sama bliska omdlenia. Bala sie ze niebawem ktos zginie.
Oliver wiedziony desperacja siegnal po nieduzy, czerwony rower, nalezacy do Sally. Najszybciej jak tylko mogl popedalowal na cmentarz.

Elisabeth Wright zatrzymala sie na stacji paliw. Wciaz byla wsciekla. Jak on smial?? Wybrala numer.
- Ociagasz sie- uslyszala sykniecie.
Bez wahania podala adres cmentarza. Na miejsce dotarla niespelna 10 minut potem. Zaparkowala i weszla przez biala, stalowa brame. Chlodny wiatr sprawil, ze dostala gesiek skórki. Miala na sobie tylko delikatna czarna bluzeczke z krotkim rekawem i dżinsach tego samego koloru. Dookoła panowała ciemnosc rozswietlona tylko przez ksiezyc w nowiu. Rozgladala sie dookoła. Czuła strach, złość i determinacje. Omal nie krzyknela, gdy przed nia zmaterializowala sie kobieta. Piekna brunetka w wyzywajacym stroju i zlowrogimi blyskami w oczach.
Dziewczyna poczula ogarniajaca ja slabość. Iris zlapal ja za wlosy.
- Gdzie blondyn, szczeniaczku? – warknela.
Oczy dziewczyny zaszly mgła. Po raz kolejny przed jej oczami pojawialy sie obrazy, jednak teraz byla w stanie je rozpoznac. Pamietala.
Iris siegnela po telefon i wystukala szybko tresc wiadomosci. Wyslala. Nastepnie usmiechnela sie zlosliwie i roztrzaskala telefon na jednym z grobow.
- Ale nie ma tego zlego.. – powiedziala lapiac Lizz za ramie. Rozplynely sie.

Kilka przecznic dalej, Oliver Fork pedalowal ponad sily, by zdazyc na czas. Na jego czole wystapily liczne kropelki potu, brakowalo mu tchu. Poczul wibracje w kieszeni. Rozwazal czy sie zatrzymac. Ostatecznie stwierdzil ze musi odczytac. To mogla byc Lizz lub Sally. Zszedl z roweru, ktory rzucil na chodnik. Drżacymi dlonmi wyciagnal telefon z kieszeni spodni.
Teraz cena wzrosla. Ty i Marco, inaczej ona zginie. Ciocia Iris.
Oliver oparl sie o sciane najblizszego budynki.
Skad ta suka miala jego numer? I…ciocia? Nie roztrzasal jednal tych niewaznych informacji. W glowie kolotala mu jedns mysl, od ktorej zrobilo mu sie slabo i niedobrze. Iris miala Lizz.

11 komentarze :, , , , , , więcej...

Rozdzial 6.

przez , 17.mar.2015, w Bez kategorii

Witajcie. Na wstepie chcialan zwrocic uwage na czas wydarzen. Otoz ten rozdzial konczy sie we wtorek ok. poludnia. Czyli w dniu urodzin Olivera.

(czytaj dalej…)

12 komentarze :, , , , więcej...

Rozdział 5.

przez , 13.mar.2015, w Bez kategorii

Wybaczcie kochani, ze tak krotko. Postaram sie by nastepny był dłuższy. Miłej lektury;)
(czytaj dalej…)

20 komentarze :, , , , , , , , , , więcej...

Rozdzial 4.

przez , 10.mar.2015, w Bez kategorii

Uwaga!! Notka jest dodawana z telefonu. Dlatego nie wiem, co z tego wyjdzie. Z gory przepraszam za wszelkie niedociagniecia.
(czytaj dalej…)

13 komentarze więcej...

Rozdział 3.

przez , 06.mar.2015, w Bez kategorii

Na początek mała informacja. W tą niedzielę wyjeżdżam, wiec nie wiem z jaką częstotliwością uda mi się dodawać wpisy w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Za wszelkie opóźnienia, przepraszam.

 

- Czego szukasz? – dopytywała mała dziewczynka w ciemnobrązowym sweterku. Podążała za swoim tymczasowym opiekunem i zaglądała, ciekawa tego, co robił.
- Zajmij się czymś – warknął tylko i przeszedł do kuchni. Szukał jakichkolwiek wskazówek Numerów telefonu, zapisanych nazwisk, reklam z biur podrózy, czegokolwiek. To było oczywiste, ze Oliver ją stąd zabrał. Wszędzie dookoła królował kurz i wszechogarniająca duchota. Od wielu tygodni nikt tu nie wietrzył ani nie sprzątał. Odeszli.
Coś zamigotało na lodówce. Zbliżył sie i wyciągnął rękę. Był to nóż, który ofiarował Elisabeth, w dni rozpoczęcia nigdy nie zakończonych treningów. Zacisnął palce na jego trzonku. Przymknął powieki. Odnajdę cię Elisabeth.. – wyszeptały jego usta.
- Kim ona jest? – cichy głos Lyry sprawił, że drgnął.
- Nie wtrącaj się.
Dziewczynką nadąsała się i założyła ręce na piersi. Gdy nie zwrócil na to uwagi podeszła do niego i pociągnęła za rękaw koszuli.
- Co czujesz? Dlaczego jesteś.. smutny?
Odepchnął ją z irytacją.
- Co ty wiesz? – wbuchnął wbijając w nią pełne złości spojrzenie. – Przyczepiłaś się jak rzep. Nie prosiłem o twoje towarzystwo, więc zamknij się i nie przeszkadzaj.
W oczach dziewczynki szybko zaczęły się mnożyć łzy..
- Może chciałabym to poznać.. dowiedzieć się.. – uniosła dumnie głowę do góry. – Rzep się wynosi. – rzuciła łamiącym się głosem i wybiegła z mieszkania.
- Lyra! Lyra do cholery!
Z jego gardła wydobył się niemal zwierzęcy ryk uderzył pięścią w stół , który złożył się jak domek z kart. Brakowało mu czasu. Każda sekunda mogła kosztować Flisabeth życie a on musiał marnować go na tą głupią małolate.
Ze złością pchnął stojące mu na drodze krzesło, które przewróciło się z łoskotem. Wyszedł na korytarz. Po jego drugiej stronie stała obładowana zakupami babcia. Minął ją bez słowa, nie zważając na jej wołania i groźby, jakoby jeszcze dziś miała wezwać policję i opiekę społeczną. Wybiegł przed blok. Nie chciał się teleportować. I tak zbyt wiele uwagi na siebie ściągneli. Zaczął się nerwowo rozglądać do pokoju.
- Lyra!
Podszedł do niego jakiś wąsaty mężczyzna wskazując mu plac zabaw, jako rzekomo docelowe miejsce przebywania dziewczynki. Bez słowa odbiegł we wskazanym kierunku.
Dostrzegł jej czarną burzę nieokiełznanych loczków. Siedziała na huśtawce ze spuszczoną głową od czasu do czasu pociągając nosem.
Westchnął ciężko i pokręcił głową. Podszedł do niej i złapał za ramię. Podniosła na niego swoje wciąż wilgotne spojrzenie. Przyciągnął ją do siebie i zamknął w swoich silnych ramionach. Nigdy nie zajmował się dziećmi. Zwłaszcza takimi półdemonkami, u których nigdy nic nie było wiadomo. Nie wiedział co mówić i jak się zachowywać. W królestwie, dzieci na ogół nie miały uczuć, nie trzeba było się niczym martwić, ale Lyra.. Lyra była inna.
- Musimy szukać dalej – odezwał się poważnie.
Odsunęła się lekko od niego. Pokiwała głową i bez słowa podreptała za nim w kierunku dopiero co opuszczonego bloku. Nie potrzebowała przeprosin. Wystarczyło jej to, że wrócił po nią i że był.. inny. Tak jak ona.

Iris obserwowała całe zajście z krzaków nieopodal bloku. Kręciła głową pełna pogardy, gdy mężczyzna przytulił dziewczynkę.
- Dwa wybryki.. – mruknęła.
Wstała, otrzepała swoje czarne, obcisłe spodnie i ściągnęła usta w dziubek. Zmarszczyła brwi. Marcos wylatuje za dzieciakiem i wracają do bloku. To jasne, że nikogo nie znaleźli i szukają poszlak. – jej myśli wirowały intensywnie – A skoro szukają poszlak to ja już tam niczego nie znajdę.
Westchnęła poirytywana. Musiał obrać inną ścieżkę. Nie mogła ot tak pokazać się Marcosowi. Im lepiej wiedział o planach królestwa tym lepiej dla niej. Niecierpliwie postukała obcasem w kostkę chodnika. Po chwili jej usta rozciągnęły się w złowrogim uśmiechu. Był ktoś… Liczyła na to, że ten ktoś znów jej pomoże.
Becky krzatała się po kuchni szykując kolację. Mieli dziś odwiedzić ją rodzice, a ona z całych sił chciała im zaimponować. Musiała im udowodnić, że to, że wyprowadziła się z domu, n ie było największym błędem jej życia. Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że krzyknęła. Uniosła głowę znad książki kucharskiej. Od razu dostrzegła ciemnowłosą kobietę stojącą w progu. Pod jej nogami leżały odłamki jej ulubionego, kryształowego wazonu.
- Ups. – odezwała się. – stłukło się.
Uśmiechnęła się nieprzyjemnie i dopadła do Becky, przyciskając ją do lodówki zamykając dłoń na jej gardle.
- Zaraz z tobą stanie się to samo, jak nie będziesz współpracować. Mów, gdzie jest Elisabeth!
Przerażenie w oczach Becky nie miało końca. Nie wyrywała się, czuła, że i tak nie da rady.
- Ja.. ja nie wiem – wycharczała.
Iris zwolniła uścisk.
- To zadzwoń i się dowiedz.
Becky starała się szybko przeanalizować sytuację. Sięgnęłą po kuchenny tasak i wbiła go napastniczce w ramię. Iris wywróciła oczami i wyciągnęła nóż. Jej rana szybko się zasklepiła, krew przestała płynąć. Jednak oczy rzucały wściekłe iskry. Dopadła do Becky i bez uprzedzenia skręciła jej kark.
– Zniszczyłaś mi bluzkę. – powiedziała do martwego już ciała.
Postanowiła rozejrzeć się. Mieszkanie bylo nieduże. Można by rzec, że zagracone. Stare meble, fotele ze spranymi narzutami. Większośc rzeczy do wymiany. Wokół panował jednak swojego rodzaju porządek, tu i ówdzie znajdowały się doniczki z niedużymi kwiatkami a na ścianie zamontowany został odświeżacz powietrza. Szła dalej. Bladoniebieska łazienka z nową wanną. W końcu sypialnia. Na ścianach obrazki z martwą naturą, na łóżku, czerwona narzuta z frędzlami. Iris krzywiła się z niesmakiem.
- Absolutny brak gustu. – wymarotałą otwierając pierwszą z szafek i wyrzucając je zawartośc na podłogę. Nie wiedziała, czego szukać. Były jednak przyjaciółkami…coś musiała znaleźć..jeśli nie.. była w patowej sytuacji. Była pewna, że wracając do królestwa bez niczego wyda na siebie wyrok śmierci. A lubiła swoje życie i nie zamierzała go kończyć. Gdy po połgodzinnym poszukiwaniu nadal nie znalazła niczego godnego uwagi usłyszała specyficzny dźwięk. Wibracje. Skierowała się do szafki nocnej, na której leżał telefon. jego ekran migał, a na wyświetlaczu pojawił się napis „mama”. Iris zanulowała połączenie i schowała telefon do kieszeniu. Uśmiechnęła się przebiegle. Miała w końcu plan, który musiał się powieść. Wystarczyło tylko odpowiednio go wcielić w życie.

 

 

22 komentarze więcej...

Wasze pomysły.

przez , 05.mar.2015, w Bez kategorii

Witajcie.. :)

Postaram się jutro lub pojutrze dodać jakiś rozdział..ale tymczasem jestem na etapie ogarniania fabuły:) I stąd mój post. Może macie jakieś życzenia lub pomysły co do naszych bohaterów? Jeśli tak to śmiało:) Jeśli coś mnie zaciekawi, wplotę w fabułę:)  Narazie wiem tylko tyle, że jeden z mężczyzn będzie cierpiał fizycznie i psychicznie :D reszta jest ruchoma:P zatem.. jeśli macie jakieś pomysły, śmiało :D

9 komentarze więcej...

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...