Zapraszam na nową historie.

przez , 24.kwi.2015, w Bez kategorii

Ta notka kończę tego bloga. Nie będą się tu już pojawiały żadne notki. Jeśli ktoś ma ochotę zostawiam adres innej mojej historii www.azylstracencow.blog.pl gdzie już pojawił się prolog:)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Vicky.

5 komentarze więcej...

Rozdział 15.

przez , 24.kwi.2015, w Bez kategorii

Jest więc i zakończenie. Troszkę inne, bo pisane wyjątkowo w pierwszej osobie, a przynajmniej w większości. Mam nadzieję że Wam się spodoba.  Chciałabym też podziękować Wam wszystkim i każdemu z osobna za śledzenie losów Marcosa, Lizz i Olivera. Za każdy komentarz i każde odwiedziny.  Wiem że nie pisze idealnie i że mam jeszcze wiele do poprawienia w swoim stylu i formie, stąd też mam nadzieję, że kolejne opowiadanie będzie jeszcze lepsze i nie zawiedzie oczekiwań tych, którzy będą chcieli je czytać. :) Dziękuję Wam kochane raz jeszcze, nie macie pojęcia ile radości daje mi fakt że jesteście, czytacie i komentujecie. :********
(czytaj dalej…)

12 komentarze więcej...

Rozdział 14.

przez , 24.kwi.2015, w Bez kategorii

Moje drogie. To przedostatni już rozdział. Wiem że miało być więcej ale trochę skróciłam… Za dużo było tego złego Marcosa i pokezywdzonej Lizz. :))
(czytaj dalej…)

5 komentarze więcej...

Rozdział 13

przez , 23.kwi.2015, w Bez kategorii

Wtem rozpetalo się piekło. Do sali tronowej jak na zawołanie zaczęli schodzić się poddani Marcosa. Wszysscy zwarci i gotowi do walki. W powietrzu zaczęły myśląc kule ognia i fale energii. ..wszystko po to by osłabić przeciwnika.  Bo zabić mogli tylko władcy.  Tylko oni mieli sztylety,  z których zresztą szybko zaczęli korzystać. Słychać było krzyki i przekleństwa. Widać było krew i palone ciała.  Marcos porwał się wirowi walki, był w swoim żywiole.  Pozbawial życia kolejne nieczule i mroczne istoty aż w pewnym momencie zatrzymał się. Z jego ust wydobył się ryk.  Jego oczom ukazała się postac Brunona.  Jego dłoń zacisnieta była na rękojeści sztyletu zaś jego ostrze zatopione było w plecach Iris.  Demonka stała z szeroko otwartymi ustami.  Odruchowo złapała się za brzuch. Gdy zimne ostrze oblepione jęk krwią opuściło jej ciało, kobieta opadła na posadzkę. Jej ciało zaczęło dygotac.  Umierała. 
Marcos dopadł do Brunona próbując go ugodzic,  jednak tamten odskoczyl w bok.  Brunet potknawszy się o ciało swej kochanki upadł na ziemię a jego wysadzana onyksami korona potoczyła się po ziemi.  Przed jego oczami zaczęły się pojawiać przeraźliwie obrazy, wspomnienia ostatnich miescy, jego serce zalewać zaczęły sprzeczne uczucia. Usłyszał świst sztyletu za uchem.  Odskoczyl.  Przeteleportowal się na drugi koniec sali. W jego główie wirowalo tysiace myśli. Czy to się wydarzyło,  czy ona?..
Nie patrząc nawet na rozvrywajaca się przed nim bitwę otworzyl zlots szkatułkę i wydobył z niej 5 drobnych medalionow również złota. Gdzieś w oddali wydawało mu się że słyszy wrzask własnego ojca.. Ale nie dbał o to.. O nich wszystkich.. Jeśli to wszystko co zobaczył było prawdą…jeśli… Zacisnal pięści wsciekly na samego siebie….jak mógł dac tak się podejść. .i ona. ..
Nie miał czasu na rozwazanie. Byl potworem i nie mógł tego zmienić, choćby chciał.
Zastał ja leżącą na łóżku. Z tępym wzrokiem wbitym w przestrzeń, blada, z podkrazonymi czerwonymi oczami.
Przed oczami stanęło mu niedawne wydarzenie. Dziecko.. Ich dziecko które on zabił…
- Elisabeth-jeknal żałośnie. A ów jęk brzmiał raczej jak skowyt pobitego psa.
Uniosla na niego pusty wzrok lecz zaraz potem ponownie patrzyła w dywan.
Tylko on jeden wiedzial jak wielka pogardę do siebie teraz czuł.. Jak wiele chciał powiedzieć..nie było jednak czasu. Jeśli wrogie wojska ja znajdą..nie będzie ratunku.
Podszedł ostrożnie do skraju łóżka. Drgnela. Bała się go. Ona. Jego waleczna i pyskata Elisabeth… Ona się go bała. Cóż on najlepszego zrobił…
Wcisnął jej w dłoń medaliony i klucz.
- Zwalniam cię z przyrzeczenia danego mi na ślubie – wyszeptal. – Uwolnij ich i odejdzcie. Poza królestwem noscie to a nikt nigdy was nie odnajdzie.
Uniosla na niego ponownie wzrok. Śniła.. Na pewno snila. O tych czasach gdy JesCze był jej…
- Marcos… – wyszeptala cicho pobladlymi ustami.
- Przepraszam cię za wszystko.. Ale nie proszę o wybaczenie.. Czegoś takiego nie da się wybaczyć .
Spuścił głowę. Do jego uszu dobiegł odgłos kroków. Ciężkich kroków wielu par butów.
- Marcos… Marcos… – jej głos przybrał na sile. Podniosła się i zaczela go okladac pięściami. – Ty bydlaku, jak mogłeś. Zabiłeś je, zabiłeś – jej krzyk tlumiony był łzami a jemu serce pękalo na pół. Wziął ją, wyrywajaca się na ręce. Teleportowal się pod cele. Postawił ja na ziemi.
- Ocalić ich i siebie. Pamiętaj o medalionach. No idź! – ponaglil słysząc i tu ciężkie kroki. Byli blisko.
Usłyszał zgrzyt drzwi. Weszła. On musiał zatrzymać tych, co nadchodzili. Choćby miał przyplacic to życiem. Ścisnal w dłoni rękojeść sztyletu i zacisnal szczęki. Czekał.

8 komentarze więcej...

Rozdział 12

przez , 23.kwi.2015, w Bez kategorii

Polecam do notki utwór Sylwii Grzeszczak – Ucieknijmy stąd.
(czytaj dalej…)

6 komentarze więcej...

Rozdział 11.

przez , 22.kwi.2015, w Bez kategorii

Kochane moje:)
Będę troszkę przyspieszac. Za krótkie mi wychodzą te rozdziały no i chyba macie już dość Marcosa i tego co wyrabia.  :)) Będzie jeszcze jeden rozdział… jedna tragiczna wręcz sytuacja, a potem naszemu królowi spadnie z głowy korona.
Ahhhh nowy  blog już powstał. Póki co niewiele tam jest.  Możecie zajrzeć w zakładkę bohaterowie i ” o blogu”  . Prolog pojawi się zaraz po zakończeniu Czarnego Królestwa.
www.azylstracencow.blog.pl serdecznie zapraszam.

(czytaj dalej…)

10 komentarze więcej...

Rozdział 10.

przez , 22.kwi.2015, w Bez kategorii

Patrzył, mimowolnie się uśmiechajac jak pojawia się przed krata. W dłoniach trzymała kawałek pieczeni i kilka truskawek. Zdumiewalo go to dziecko. Do tej pory nie dążył jej zaufaniem. W końcu była pół demonem. Jednak przez ostatni czas okazała mu tyle troski i współczucia. Wciaz jednak nurtowala go pewna kwestia.
- Lyra… Powiedz mi co u Elisabeth… Ale bądź szczera tym razem, przecież wiem że notorycznie mnie oszukujesz.. – sięgnął po przyniesione przez dziewczynkę jedzenie, nie spuszczal z niej wzroku.
Lyra odwróciła głowe. Zacisnela czerwone usta w wąską linie, próbowała powstrzymać łzy.
- Lyro… – nalegał – Co się dzieje?
Mała demonka przysiadła na zimnej posadzce i utkwiła wzrok w swoich dłoniach.
- Będzie miała dziecko – szepnęła.
Oliver poczuł się jakby ktoś oblał go wiadrem zimnej wody.
- Dziecko? – jeknal.
Elisabeth… Jego najdroższa kobieta.. Jego szczęście które zapewne z całego serca go nienawidzi i wciaz mu nie wybaczylo. Ona będzie miała dziecko z innym..
- Jest szczęśliwa? – zapytał zdlawionym głosem patrząc tępo w kratę.
Przecież to było najważniejsze.. Jakkolwiek by to nie miało wyglądać chciał by była szczęśliwa. Jeśli go nie kochała to może ten.. Król od siedmiu boleści..
– Bije ja…
Te słowa przeciely ciszę jak sztylet. Blondyn zerwał się z pozycji siedzącej i szarpnal za kratę.
- Co, kurwą?!
Dziewczynka również wstała. Płakała cichutko. Jednak nie przeszkadzało jej to by wyrzucić wszystko co tak długo obciazalo jej małe serduszko.
- Jest zły… Cos mu się stało.. Ja nie wiem.. Krzyczy na mnie, na nią.. Nie pozwolił jej odejść.. Ma siniaki… Płacze.. Nie cieszy się że będzie mamą. On chyba też nie..
Oliver ryknal przeciagle i z wściekłościa zaczął kopać stalowa kratę. Kopał i walił w nią rękami, aż na jednej z nich pojawiło się lekkie rozciecie.
- Co za skurwiel! Zabije go… Zabije! Boże Lizzy.. Moja Lizzy.. – oparł się o o ścianę na wyciagnietych rękach.
Pozwolił głowie zwisnac a kilku slonym złom wyrwać się spod powiek. Musiał coś zrobic, ocalić ją.. Musiał działać.. I dziecko, dziecko tamtego. A jeśli..? Przez myśl przeszła mu absurdalna myśl. A jeśli to jego dziecko? Już dawno stracił rachube czasu, mógł tu być kilka tygodni lub mięsiecy, więc tak naprawdę wszystko było możliwe. Jego dziecko .. Jego kobietą, oboje w łapach tego popapranca. Z ust wyrwał mu się pełen rozpaczy skowyt. W gardle dlawila go gula bezsilności…
- Ale żyje… – usłyszał cichy szept dziewczynki, o której obecności niemal zapomniał.
Na kolanach podszedł do kraty i ścisnal w swoich dłoniach jej małą rączkę.
– Dziękuję ci że ja wspierasz.. Ja coś wymyślę. Nie martw się. Musi być jakieś wyjście.. Muszę się jakoś stąd wydostać.
– I co wtedy zrobisz? – głośne prychniecie króla sprawiło że odskoczyli od siebie.
W oczach Lyry pojawił się strach, w Olivera furia.
– Ty popieprzony sukinsynu! Jak mogłeś ją uderzyć?!
- Uspokój się, Fork, zrobisz sobie krzywdę. – zaśmiał się Marcos.
Szybkim krokiem podszedł do Lyry i złapał przerażona dziewczynkę za ramię.
- Zostaw ja! Dzieci też bijesz? Stan z kimś równym sobie!
- W tym pomieszczeniu nie ma nikogo takiego. – odparł beznamietnie.
Szarpnal Lyra i otworzywszy na ułamek sekundy kratę wepchnal dziewczynkę do środka, zamykając zaraz potem cele.
- Skoro tak jesteście spragnieni swojej obecności, będziecie gnić tu razem. -warknal. – A ty Fork nie wtrącaj się do spraw małżeńskich. Ona jest moja i nosi moje dziecko. – dodał i rozplynal się, uśmiechajac się zlowieszczo pod nosem.

8 komentarze więcej...

Rozdział 9.

przez , 21.kwi.2015, w Bez kategorii

Jesteśmy już prawie na półmetku.  :) Niestety muszę Wam powiedzieć że to nie koniec złych rzeczy które się wydarza…  Będzie jeszcze kilka sytuacji za które z pewnością mnie udusicie.. Ale potem.. Cóż.. Nie powiem:)) ale w końcu musi być lepiej:))
(czytaj dalej…)

11 komentarze :, , , , , , więcej...

Rozdział 8

przez , 20.kwi.2015, w Bez kategorii

Przez następne kilka dni Lyra często odwiedzała Olivera.  Robiła to wszystko w Wielkiej tajemnicy i za każdym razem drzac że strachu, że może zostać przylapana.  Nie potrafiła pojąć dlaczego Marcos uwięził blondyna i używał wobec niego siły.  Owszem, wiedziała że mężczyzni nie byli przyjaciółmi, sądziła jednak ze skoro współpracowali to mężczyzna wróci do domu. Swoim odkryciem nie chwaliła się również z Elisabeth.  Kobieta zamknęła się w sobie i nie chciała z nikim rozmawiać nawet z Lyra.  Dziewczynka rozumiała że ma ona żal do niej za nieudzielenie jej pomocy.  Czuła jednocześnie ze informacja o Oliverze nie pomogłaby kobiecie pobierać się.  Przecież nikt nic nie mógł zrobić.  .. Odwiedzała więc więźnia przynosząc mu od czasu jedzenie z kuchni. Dyskretnie opatrywala mu rany i starała się zabawiać  rozmowa. Nie mogła do niego wejść, cela była zamknięta, a klucze miał Marcos.
Blondyn mimo braku nadziei na ratunek cieszył się z obecności małej demonki. Ujmowala go jej troską. Wiedział jednak ze wiele przed nim ukrywa.  Nigdy nie poznał powodu jej płaczu i notorycznie smutnych oczy.  Niewiele też mówiła o królestwie, krolu i Lizz.
- W porządku-powtarzala za każdym razem gdy pytał o kobietę.  Kłamała.  Trudno jej się jednak dziwić.  Była tylko dzieckiem, które zaczęło wątpić w sens niedawnych ideałów,  dla którego ratunek stał się mzonka a jej celem niesienie pocieszenia.
- A Marcos. . ? Dobrze ja traktuję?  Lyra nie oszukuj mnie…
- W porządku… – powtarzała.
W tych momentach zazwyczaj wzdychal ciężko, zalujac że ma przed sobą dziecko, na które nie mial serca krzyknąć i zmusić do mówienia prawdy.   W głębi serca wiedział że cos było ewidentnie nie tak i to tylko podsycalo jego pragnienie ucieczki.

(dwa miesiące później)

W sali tronowej znajdowało się dwóch mężczyzn i jedna kobieta uwieszona na ramieniu jednego z nich. Demony wpatrywaly się w rozłożone na stole kartki z notatkami, planami.
- Do starcia dojdzie na pewno, musisz być gotowy.
Marcos polowałam głowa. Od tygodni mieli do czynienia z zagrazajacym im królestwem. Młody król czuł jednak ze to cisza przed burzą. Zmruzyl groźnie oczy i odsunął się od stołu.
- Będę gotów – oznajmił i opuścił salę tronowa. Często ostatnimi dniami zaglądał do trenujacych dzieci. Każdy musiał byc w gotowości, dlatego też kazał zaostrzyc wymagania i zwiększyć liczbę godzin. Dodatkowo wprowadzil treningi dla dorosłych. Sam ćwiczył razem z ojcem, z którym coraz lepiej się dogadał. Nie mógł pojąć dlaczego wcześniej nie dostrzegał geniuszu obecnego w jego umyśle.
Szedł wolnym, lecz zdecydowanym krokiem. Za nim podazala Iris, stukajac obcasami swoich czarnych kozaków. Równie ponetna i wyzywajaca co zwykle, z tą różnicą że jej brzuch wyraźnie się zaokraglil. Marcos zaczynał myśleć z dumą o nowym potomku, którego wyszkoli na sobie równego, idealnego demona.
W tym samym momencie w jednej z komnat, na swoim łóżku lezala młoda kobieta. Zanosila się płaczem. Zaczynała względnie odzyskiwac równowagę, biorac pod uwagę że od ostatniego razu Marcos jej nie uderzył. Pochłonięty perspektywa niedalekiego starcia ignorowal swoją niegdyś wybranke, zaoszczedzajac jej przykrych uwag i bolesnych spojrzeń. Co nie znaczy że obecna sytuacja jej odpowiadała. Pogodziła się jednak z faktem, że Marcos jest zły… Skupiła się natomiast na przetrwaniu, które w otoczeniu demonow wydawać by się mogło rzecza wręcz niemożliwa.
Tak, powoli wychodziła z otumanienia, gdy owa wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba burzac wszelkie żałośnie słabe fundamenty odbudowywanej psychiki.
Lyra siedziała na skraju łóżka i kladzila kobietę po włosach. Przyszła tu niedawno i zastała ją szlochajaca.
- Co się stało? – starała się dowiedzieć od kilku minut.
Elisabeth podparla się na łokciu i pogladzila dziewczynkę po loczkach.
- Jesteś jeszcze taka mała- stwierdziła cicho.
- Mała, ale nie głupia. O co chodzi, Lizz? – zjezyla się lekko.
- Będę mamą… – wyznała i spuscila glowe, po chwili zaś ponownie wubuchnela płaczem.
Zza niedomknietych drzwi wdzierala się niezauwazna głowa młodego chłopca. Derek uśmiechnął się lekko i odbiegl. Uznał że król z pewnością będzie zainteresowany podsluchana informacja.

8 komentarze więcej...

Rozdział 7.

przez , 19.kwi.2015, w Bez kategorii, Opowiadania

Szła przed siebie nie dbając o spływające po policzkach łzy. Jej ciemne włosy przylepialy się do mokrej twarzy. Oczy zaczynały piec.. Stanęła przed jedną z komnaty i weszła do środka. Kobieta do której tymczasowo należało to pomieszczenie leżała na łóżku skryta pod kołdrą. Lyra cichutko okrazyla łóżko, podeszła ostrożnie do niej i ściągnęła jej materiał z głowy.
Oczy Elisabeth czerwone były od łez, jeden z jej policzków lekko napuchl, przy ustach widniała zakrzepla krew. Dziewczynka jęknęła i zakrywa raczka usta. Kobieta posłała jej udreczone spojrzenie i podniósła się do pozycji siedzącej. Przez chwilę patrzyły na sobie w milczeniu dzieląc się wzajemnym bólem.
- Proszę zabierz mnie stąd… – ciszę przeciął jej blagalny szept.
Dziewczynka poruszyła się nerwowo. Po policzkach znów pociekly jej słone krople.
- Nie mogę….
W oczach Elisabeth pojawił się strach.
- On mnie zabije… Proszę cię Lyra, pomóż mi… Mała demonka aż nazbyt energicznie potrzasnela głowa.
- Nic nir rozumiesz… Nic! Ja…. Jeśli uciekniemy, znajdzie nas… Ja nie mogę…boję sie!
Zakryla twarz dłońmi i zdaterializowala się. Nie wybierała żadnego konkretnego miejsca. Często teleportowala się na chybil trafił, zdając się na przypadkowe myśli i Los. Gdy jej nogi oparly się o twardy grunt. Usiadła i zapałałam cicho. Miała ochotę zniknąć.. Tak bardzo się bała… Tak mało rozumiała. Pragnęła pomoc starszej przyjaciółce ale nie chciała narażać się królowi. Król.. Marcos. Dlaczego tak sie zachowywał.. Jeszcze nie tak dawno był dla niej jak ojciec… Dbał o nią i… Lubił ją. Pokochała go swoim młodym serduszkiem, bardziej niż biologicznego tatę, który nie interesował się nią w najmniejszym stopniu. Mijajajac ja na korytarzu posylal córce pogardliwe spojrzenia, nie raczac ani jednym słowem. Tym bardziej bolało ją zachowanie osoby, która dała jej tyle ciepła… Co się zmieniło…? Była demonem.. Ale czy nie zaslugiwala na miłość?
- Nie płacz… – dobiegł do niej ciepły męski głos. – Lyra… Co się stało?
Dziewczynka uniosła głowę do góry. Rozejrzała się. Teraz dopiero zdała sobie sprawę że znajduje się przy celach. Jej wzrok spoczął na jednej z nich. Znała ten głos.. Znała człowieka, do którego należał… Omal nie krzyknęła z przerażenia gdy zobaczyła jak żałośnie wygląda.
- Oliver – zdolaly wyszeptac jęj drobne dziecięce usta.

9 komentarze więcej...

Uwaga.

Zawartość bloga objęta jest prawami autorskimi, ktore są własnością autora. Zabrania się kopiowania treści oraz wykorzystywania jej w jakimkolwiek celu. Byłoby miło, gdyby czytelnik dostosowywał się do zasady CZYTAM=KOMENTUJE . Nie zależy mi tylko na pozytywnych opiniach, także jeśli się coś nie podoba, śmiało ;)

Archiwum

Wpisy, chronologicznie...